music

środa, 2 maja 2018

6.Początek Końca


         Stał przy cienkiej szybie przyciskając do niej czoło i nieobecnym wzrokiem wpatrywał się w ten jeden punkt, jedną osobę.
Pracownicy szpitala poruszali się wokół mężczyzny leżącego na stole operacyjnym po dawno wyznaczonych trasach. Powolne ruchy, rutynowe czynności, nerwowe zerknięcia w stronę korytarza ze wzrokiem podszytym współczuciem.
Blondyn tego nie widział. Wpatrywał się w łóżko zupełnie otępiały. Dla niego to nie było jedynie martwe ciało człowieka, który sam prosił się o śmierć wchodząc w trajektorię lotu. Naruto na tym łóżku widział swojego przyjaciela, wiecznie uśmiechniętego optymistę, nadpobudliwego wariata, maszynę napędzającą innych do działania. Widział człowieka będącego na tym świecie i żyjącego dla innych. Widział przyjaciela, który uratował mu życie w zamian oddając swoje.
Zacisnął dłoń w pięść, słysząc na korytarzu powolne, ciężkie kroki. Wiedział, że to nie była Tsunade. Senju bez słowa wskazała mu kierunek i nic nie mówiąc ruszyła do swojego gabinetu. Chciała dać mu czas. Uzumaki jednak właśnie tego się obawiał. Nie chciał, by był to ktokolwiek inny. Bo jak miałby spojrzeć teraz w oczy któremuś z przyjaciół? Jak mógłby unieść wzrok? Bał się konfrontacji z Sasuke, Itachim, Sakurą. Nie potrafiłby zdobyć się na choćby jedno słowo względem ludzi, którzy tak ślepo mu zaufali. Ludzi, których zaufanie zdradził pozwalając Lee zginąć.
Gdy kroki ustały zaraz przy nim, poczuł na ramieniu ciężką, dużą dłoń.
— „O byciu człowiekiem nie świadczy to jak żyjesz, ale to jak umierasz.” — Głos Jirayi przeszył ciszę. Uzumaki odetchnął z ulgą. — Autor tych słów był wyjątkowo inteligentnym człowiekiem.
— Skąd wiedziałeś? — wyszeptał blondyn, nie potrafiąc odwrócić się do swojego opiekuna.
— Kakashi powiedział, że możesz mnie teraz potrzebować. — Yoshizaki zacisnął lekko dłoń na ramieniu blondyna i odetchnął głęboko. — Wiesz, Naruto, wiele rzeczy dzieje się na tym świecie nie bez powodu, niekoniecznie tak, jakbyśmy tego chcieli, ale musisz pamiętać, że nie wolno ci się za to obwiniać.
— Ale to wszystko jest moją winą. — Uzumaki odwrócił się gwałtownie do białowłosego. — To ja kazałem zorganizować tę akcję, to ja nie posłuchałem intuicji. To ja nie zwróciłem uwagi na wahanie Yoru i Shiki. — Urwał nagle, zwieszając głowę w dół. Czuł łzy bezsilności spływające mu po policzkach. Jego głos zamienił się w szept. — To ja go zabiłem.
— Nie wolno ci tak mówić. — Jiraiya podniósł głos, na powrót łapiąc blondyna za ramię. — Lee zrobił to, bo właśnie takim był człowiekiem. Od zawsze bardziej dbał o przyjaciół niż o siebie. Powinieneś uszanować jego ostatnią wolę. Doskonale zdawał sobie sprawę z sytuacji w momencie, w którym cię odepchnął.
— Ale to ja do tej sytuacji doprowadziłem. — Naruto odwrócił się od swojego opiekuna, by po raz ostatni spojrzeć na martwe ciało przyjaciela, po czym bez słowa ruszył korytarzem do wyjścia.

*

Hyuga wypadł z gabinetu, zatrzaskując za sobą drzwi. Nikt nie próbował go zatrzymywać.
— Żartujesz sobie, prawda? — Sasaki z niedowierzaniem wpatrywała się w twarz Senju. Nie chciała dopuścić do siebie jej słów. Żadne z nich nie chciało.
— Wiesz dobrze, że nigdy bym tego nie zrobiła. — Tsunade zacisnęła dłonie w pięści i spuściła głowę.
Nie mogła sobie wybaczyć tego, że nie udało jej się uratować Lee, mimo iż od samego początku wiedziała, jak to się potoczy. Gdy Rock wjechał na salę i zobaczyła ranę postrzałową było jasne, że kula trafiła w cel. Nie mogła nic zrobić. Mimo to dalej próbowała przytrzymać go na tym świecie. Wiedziała ile ten dzieciak znaczył dla Naruto, ile znaczył dla całej bandy. Nie mogła po prostu wyjść z sali i dać mu umrzeć nie próbując.
— Jedyne, co możecie w tej chwili zrobić, to załatwić to po swojemu. — Kakashi uważnie obserwował zebranych w gabinecie studentów. Nie był pewien, jak teraz potoczą się sprawy. Naruto był w rozsypce, Satoshi przepadł bez śladu, a Deidara został podejrzanym. W dodatku w szeregach kręcił się kret, co jedynie potęgowało nieufność i stare konflikty, które zostały jedynie przykryte współpracą, jednak nigdy nie zażegnano ich na dobre.
— Wiesz, że to nie będzie takie proste, Hatake. — Itachi spojrzał uważnie na wojskowego. Doskonale wiedział, co się właśnie działo w głowie siwowłosego. — Nie możemy tak na hura wparować do bazy Hiashiego. Jeśli to kret jest za to odpowiedzialny, to nigdy nie będzie miało prawa się udać.
— Ale musimy zacząć działać. — Młodszy z braci oparł się o ścianę i krzyżując ręce na piersi, wpatrywał się niecierpliwie w brata. — Jeśli my tego nie zaczniemy, to młotek zrobi to za nas i wpakuje się w kłopoty. Sam. Wszyscy doskonale wiemy, że teraz będzie się za to wszystko obwiniał.
— Masz rację. — Nateko uniosła wzrok na Uchihę. — Musimy zacząć działać, ale nie wszyscy na raz. I musimy zacząć od siebie. To my wpuściliśmy kreta w szeregi i to my musimy go znaleźć wśród swoich. Trzeba przypilnować Uzumakiego. Znając go, już teraz planuje jakąś durną misję samobójczą.
— Dobra — westchnął Sasuke i ruszył do wyjścia. — Znajdę go i przypilnuje. Wy w tym czasie obmyślcie jakiś plan działania. Inaczej długo tego młotka na miejscu nie utrzymam.
— Pojadę z tobą. — Sakura wstała niespiesznie z fotela i ruszyła za brunetem. Ten jedynie skinął głową i wyszedł z pomieszczenia. Gdy drzwi za nimi zamknęły się, Nateko spojrzała wyczekująco na starszego Uchihę.
— Okej, niech ci będzie. — Uniósł ręce w geście kapitulacji. — Pojadę do bazy Wilków i sprawdzę, co się dzieje z Deiem. Ktoś chętny na pasażerów?
— Ja pojadę. — Yumi zerwała się z kanapy, przyglądając się Itachiemu z nieskrywaną niechęcią. Wiedziała, że brunet może mieć racje, co do Iwasakiego, ale nie chciała tego przyznać.
— W takim razie, ja też. — Inuzuka wstał z podłogi, rzucając Yumiko podejrzliwe spojrzenie. — Nigdy nie wiadomo co się stanie, jeśli twoje podejrzenia się sprawdzą.
— Nie wierzę — warknęła blondynka, odwracając się w stronę szatyna. — Jesteś jego przyjacielem. Powinieneś być po jego stronie.
— I jestem, Sasaki — przerwał jej, marszcząc przy tym gniewnie brwi. — Tyle, że nie mam zamiaru odrzucać jakichkolwiek przypuszczeń. Dopóki nie zobaczę na oczy dowodów, jest dla mnie niewinny, ale będzie się tam czuł jak zwierzę w klatce. Jak myślisz, jaka będzie jego reakcja? W końcu znasz go lepiej niż my wszyscy razem wzięci.
Yumiko zgromiła go spojrzeniem, ale nic więcej nie powiedziała. Deidara robił się impulsywny, kiedy go osaczano. Agresja zaczynała przejmować nad nim kontrolę i zdarzały się już przypadki, kiedy nad nią nie zapanował. Nie mogła nie zgodzić się z Inuzuką w tej kwestii.
— W takim razie, niech reszta jedzie do domów. — Senju przejechała dłonią po zmęczonej twarzy, by zaraz rozejrzeć się po pomieszczeniu. — Każdy powinien we własnym towarzystwie przetrawić tę sytuację i co ważniejsze, odpocząć. Poinformujcie mnie proszę o dacie pogrzebu. Jestem temu dzieciakowi winna choć tyle. — Po tych słowach opuściła gabinet.

***

— Mówię wam przecież, że to nie ja. — Deidara siedział na kanapie, spod byka obserwując Gaarę i Shikamaru.
Nie miał wątpliwości, że to Nara wytyczył go na podejrzanego, czego wcale nie miał mu za złe. Rozumiał sytuację, bo wiedział jak to wygląda z zewnątrz. Jedyny nie obserwowany, nie namierzony przez ostatnie pół godziny, najbliżej Ozawy. Jednak, kiedy to No Sabaku otwierał usta, miał ochotę zamknąć mu je siłą. Wiedział, że rudzielec gdzieś tam z tyłu głowy nadal miał mu za złe stare czasy. Co prawda prawie go wtedy zabił, ale Shukaku nie pozostał mu dłużny.
— A ja mówię, że ci nie wierzę, Iwasaki — skwitował Gaara. Oparty o ścianę wpatrywał się w blondyna, zawieszając przenikliwe tęczówki na jego twarzy. — Doskonale pamiętam, co kiedyś wyprawiałeś. Zresztą z tego co mi wiadomo, jako ostatni odszedłeś z Akatsuki. Powiedz mi, Deidara, jak mam ci teraz uwierzyć?
— Po prostu, No Sabaku — warknął blondyn, mrużąc powieki. — Od tego czasu nigdy nie dałem wam powodu do wątpliwości. Zawsze robiłem wszystko, byle tylko odciąć się od Hyugi i ty doskonale o tym wiesz.
— Co nie zmienia faktu, że nie jesteś w tej chwili wiarygodny. — Nara przerwał tę słowną potyczkę i już chciał kontynuować wywód, gdy do pomieszczenia wpadła Sasaki, a zaraz za nią Inuzuka z Uchihą. — Gdzie jest reszta?
— Rozjechali się. — Brunet zamknął za sobą drzwi i rozejrzał się po zebranych.
— A gdzie Naruto? — Gaara w końcu oderwał wzrok od blondyna, teraz rozmawiającego z Yumi i skierował go na Uchihę. — Powinien tu przyjechać z wami.
— Tyle, że zniknął. — Kiba opadł ciężko na kanapę obok przyjaciela. — Sasuke i Sakura pojechali go szukać. Kto jak kto, ale oni powinni dać sobie radę.
— Co się dzieje, Uchiha. — Nara zmrużył powieki, zaniepokojony minami całej trójki.
— Nie mamy dobrych wieści.
Przez dobrą minutę w pomieszczeniu zaległa ciężka cisza. Po raz pierwszy, od kiedy zaczęli działać, ktoś zginął. Po raz pierwszy nie udało się im wyjść z opresji bez szwanku. Po raz pierwszy Uzumaki się załamał. Wszyscy wiedzieli, co to oznaczało.
— To wszystko twoja wina, Iwasaki. — Grobowy głos Gaary przerwał ciszę. — To przez ciebie zginął Lee i przez ciebie nie mamy pojęcia, co teraz robi Naruto.
— Dość tego! — zagrzmiał Madara, mając już po dziurki w nosie tej bezsensownej wymiany zdań. — Nie masz na to żadnych dowodów, szczeniaku. Nie masz prawa po prostu go oskarżać. Nie jest winny jego śmierci, dopóki nie poprzesz tych słów dowodami.
— Bronisz go tylko dlatego, że to twój człowiek. — No Sabaku zmrużył gniewnie powieki, jednak więcej już się nie odezwał.
— To może ja poruszę ciekawszą kwestię. — Shikamaru odwrócił się do monitorów. — Chyba znalazłem Ozawę.
— Dopiero teraz to mówisz?! — Deidara poderwał głowę i chciał już wstać, jednak silny uścisk Kiby zatrzymał go na miejscu. — O co ci chodzi, stary?
— Daj sobie spokój. — Przez chwile mierzyli się spojrzeniami, po czym Iwasaki w końcu odpuścił. Inuzuka miał tym razem rację. Nie mógł pogarszać swojej sytuacji.
— Mówię o tym teraz, bo dopiero teraz dostałem sygnał. — Nara posłał mu przez ramię ostre spojrzenie. — Jego komórka zalogowała się właśnie w budynku.
— Żartujesz sobie? — Sasaki rozszerzyła powieki. To było po prostu śmieszne. Całe to zamieszanie tylko po to, żeby Ozawa tak po prostu wrócił?
— Nie no, to jest jakiś dom wariatów — podsumował Madara i usiadł na drugiej kanapie przecierając dłonią zmęczoną twarz. — Lee został zabity, a ten idiota tak po prostu dopiero włączył komórkę, nie racząc nas wcześniej poinformować o tym, że żyje?
— Nie miałem jak tego zrobić, Uchiha. — Gure jak gdyby nigdy nic wszedł do pomieszczenia z korytarza, rzucając na stół zepsuty nadajnik. — Kiedy ruszyłem na wieżowiec zaatakował mnie jakiś facet, a że nie miałem przy sobie żadnej broni, co nawiasem mówiąc było durnym pomysłem, musiałem zwiewać przez pół miasta. Nie miałem nawet kiedy wyciągnąć tego badziewia z kieszeni, żeby dać wam znać. Jak zbiegłem do podziemia to zgubiłem tego typa, ale że to cholerne podziemie, nie miałem zasięgu. Dopiero na parterze w bazie mogłem dać wam znać, tylko po jaką cholerę, skoro twoje nadajniki musiały mnie wtedy wykryć. — Ostatnie zdanie skierował do Nary, nic nie robiąc sobie z groźnych min Madary, Deidary i Kiby.
— Dobra, ja mam dosyć. — Kita zerwał się po chwili milczenia na równe nogi i bez słowa ruszył do wyjścia na dach. Gaara chciał za nim iść, ale wzrok Madary przytrzymał go na miejscu.
— Daj sobie spokój, No Sabaku. Ozawa wrócił, Dei nic mu nie zrobił. Nie masz żadnych powodów do traktowania go na podstawie waszej przeszłości, nie ważne jakkolwiek zła by ona nie była. — Uchiha po tych słowach przeniósł wzrok na Sasaki. — Idź za nim. Dam znać, jeśli coś jeszcze się stanie. — Dziewczyna posłała szefowi blady uśmiech i szybko wybiegła na dach. Madara posłał Shukaku groźne spojrzenie. Wiedział, że wystarczy mu byle pretekst, by zlinczować blondyna. Ich konflikt zaszedł za daleko, żeby teraz mogli bez problemów działać w zespole. Śmierć Lee jedynie zaczęła opuszczać hamulce.
No Sabaku w odpowiedzi uniósł ręce w geście kapitulacji i wyszedł z  pomieszczenia, kroki kierując w głąb budynku.

***

Tego wieczoru całe Tokio wydawało się bardziej ponure niż zwykle. Deszcz zacinał na szybach samochodów ustawionych na parkingu. Luzie będący na cmentarzu z trudem chronili się przed wiatrem, który jedynie utrudniał utrzymanie parasolek w dogodnej pozycji. Wszyscy zebrani wokół grobu powoli rozchodzili się do domów, niespiesznie opuszczając miejsce pochówku ich przyjaciela.
W głowach niektórych z nich nadal pobrzmiewała mowa pożegnalna Naruto. Gdy Uzumaki w końcu nie wytrzymał i zamilkł, pozwalając łzom swobodnie spływać po twarzy, zgromadzeni spuścili głowy, każdy na własny sposób próbując przełknąć łzy żalu.
Większość gangu rozjechała się wcześniej, dając najbliższym chłopaka pożegnać się z nim w spokoju. Jedynie Naruto, Neji i Tenten zostali przy grobie razem z kilkorgiem przyjaciół Lee, nie mających bladego pojęcia, jak naprawdę żył brunet. Nie zdających sobie sprawy z tego, że umarł jako bohater.
Uzumaki od dłuższej chwili obserwował Hinatę. Wiedział, że dziewczyna nie uwierzyła w nagły zawał. Znała Rocka lepiej niż reszta tu zebranych i doskonale zdawała sobie sprawę, że to nie było możliwe. Ona po prostu wiedziała, że nie ujawniono prawdziwego powodu zgonu. Poznał to po pełnym rozczarowania spojrzeniu, które posłała mu na samym początku ceremonii. Miał wrażenie, jakby wiedziała, że Lee poświęcił się zamiast niego.
Gdy Hyuga w końcu ruszyła w kierunku bramy, zostawiając za sobą Nejiego i Tenten, poszedł za nią. Dogonił ją dopiero na parkingu.
— Hinata, zaczekaj. — Złapał ją delikatnie za ramię i odwrócił w swoją stronę. — Możemy porozmawiać?
— Nie wiem, czy to jest dobry pomysł. — Uparcie unikała patrzenia mu w oczy. —Powinnam wrócić do domu.
— Hinata proszę cię. Daj mi się zabrać do baru i wszystko na spokojnie wyjaśnić. — Czuł, że jest jej to winien. Nie ważne, jak wiele później będzie musiał się nasłuchać od przyjaciół.
— On też należał do twojego gangu, prawda? — wyszeptała po chwili ciszy, nadal nie podnosząc wzroku na blondyna. — To dlatego było tu tyle ludzi, których nawet nie kojarzę. Dlatego to ty zostałeś poproszony o przemowę. — Naruto zamilkł, nie wiedząc, co miałby jej teraz powiedzieć. — Powiedz mi prawdę.
— Pojedź ze mną, a obiecuję, że wszystko ci wyjaśnię i tylko ty zadecydujesz co z tą wiedzą zrobisz. Jestem ci winny chociaż tyle. — Uniósł delikatnie jej twarz. — Masz prawo wiedzieć, jak zginął.
Hyuga dopiero teraz przyjrzała mu się uważniej. Podkrążone, przekrwione oczy, blada cera i brak zwyczajowego uśmiechu nieco ją przeraziły. W dodatku na dłoniach miał pełno sińców i zadrapań. Był zupełnym przeciwieństwem Naruto, którego znała.
Niezdolna do wypowiedzenia jakiegokolwiek słowa, skinęła jedynie głową i pozwoliła mu zaprowadzić się do auta.

*

Naruto wjechał na podziemny parking, skąd poprowadził Hinatę nie na górę, ale do głównej bazy SS. Skoro już miał się jej tłumaczyć stwierdził, że nie ma po co ukrywać istnienia tego miejsca.
— Więc to jest prawdziwa Kakurega. — Dziewczyna rozejrzała się po pomieszczeniu. Gdyby nie wiedziała, czym na prawdę zajmuje się blondyn, nigdy by nie pomyślała, że nazwa baru rzeczywiście wskazuje kryjówkę gangu.
— Usiądź. — Naruto wskazał jej na kanapy, sam sadowiąc się na jednej z nich. — Poprosiłem resztę, żeby tu przyjechała, gdybym dał im znak. Wyjaśniłem też co się dzieje, więc nikt nie będzie zdziwiony twoją obecnością, ale też nie mam prawa ich teraz zdradzać. Wszystko zależy od twojej decyzji.
Hyuga jedynie skinęła głową, mając przeczucie, że nie wszyscy są zadowoleni z tego faktu, jednak nie ujawnianie ich tożsamości było jedynym na tę chwilę słusznym wyjściem.
— Wracając do sprawy... Nie wiem, jak zacząć. Przepraszam. — Spuścił wzrok i w zakłopotaniu podrapał się po karku. — Po prostu czuję, że jestem ci to winny. — Odetchnął głęboko zanim zaczął opowieść. — Lee od dobrych dziesięciu lat nienawidził Hiashiego Hyugi. Nie wiem dokładnie, co się stało w przeszłości. To było jego życie i miał prawo zachować szczegóły dla siebie. Mnie zdradził jedynie, że przez trzy lata patrzył, jak ten skurwysyn krzywdził jego przyjaciółkę, przez co w końcu nie wytrzymał i razem z innymi udało mu się ją wyrwać z tego domu. Hiashi do teraz go za to ścigał. Więcej mi nie powiedział, a ja nie pytałem. — Przerwał na moment. Wiedział, że Hinata może doskonale znać tę historię, więc pozwolił jej przetrawić to, co już prawdopodobnie znała. Sam też musiał poukładać myśli zanim zaczął mówić dalej. — Lee chciał się na nim zemścić, dlatego do nas dołączył. Chciał ochronić tę dziewczynę za wszelką cenę. Zniszczyć Hyugę tak, jak każdy z nas. Dlatego brał w tym wszystkim udział i się narażał. Zginął od postrzału na jednej z akcji, wypychając mnie z linii lotu kuli. Przepraszam, to wszystko moja wina.
Zamilkł, czekając na jej reakcję. Hinata za to nie mogła zrozumieć tego, co właśnie usłyszała. Zbladła i przez dłuższy moment wpatrywała się we własne ręce. Stopniowo docierał do niej cały morał tej opowieści, a wyrzuty strumienia uderzyły w nią z siłą wodospadu. Łzy samoistnie wypełniły oczy i zaczęły spływać po twarzy. Zakryła usta dłonią, z niedowierzaniem wpatrując się w blondyna.
— O matko, to wszystko moja wina — załkała, błądząc wzrokiem po jego twarzy. — To przeze mnie się w to wpakował.
— Hej, Hinata, spokojnie. — Uzumaki przesiadł się na kanapę dziewczyny i otoczył ją silnym ramieniem. Ta bez słowa wtuliła się w jego koszulę, nadal cicho szlochając. — O czym ty mówisz?
— To przeze mnie — wyszeptała. — To ja byłam tą dziewczyną. To mnie Neji zabierał z domu Hiashiego razem z Lee i Tenten. To ja jestem powodem, przez który ich ścigał cały ten czas.
Naruto chciał zapytać Hinatę o więcej, jednak w tym momencie na schodach pojawił się Neji wraz z Tenten. Chłopak momentalnie zdębiał na schodach, nie wiedząc, czy iść dalej, czy jednak zniknąć stamtąd póki kuzynka go nie zauważyła. Gdy na cmentarzu zdecydowali z Ten, że powiedzą jej prawdę myślał, że to będzie łatwiejsze, jednak w tej chwili miał ochotę uciec na drugi koniec kraju, byleby tylko nie musiała dowiadywać się o kolejnych kłamstwach. Jednak w chwili, w której gotów był zawrócić, Suzuki stanowczo położyła rękę na jego ramieniu, a Hinata uniosła wzrok.
Biało oka w szoku patrzyła na kuzyna i przyjaciółkę, którzy zeszli w końcu na dół i podeszli niepewnie do kanap.
— Hinata ja... — zaczął Neji, jednak nie wiedział, co miałby powiedzieć. Tenten również zamilkła, unikając patrzenia na dziewczynę
— Nie wierzę. — Hyuga przerzucała wzrok to na kuzyna, to na przyjaciółkę. Zaczęła kręcić głową w niedowierzaniu, by w końcu podnieść się gwałtownie na nogi i powoli ruszyć w ich stronę. — Wy też? Jak mogliście mi to zrobić? Jak mogliście nic mi nie powiedzieć? Przeze mnie zginął Lee, a wy przez ostatnie trzy dni, jak idiotce wmawialiście mi, że ten zawał miał jakikolwiek sens. Jak mogliście?. — wyszeptała, po czym minęła ich i wbiegła po schodach na górę. Naruto natychmiast zerwał się na równe nogi i pobiegł za nią
— Zostaw.  — Tenten zatrzymała szatyna, gdy chciał ruszyć za kuzynką. — Ona teraz nie chce nas widzieć. Niech Naruto z nią porozmawia. Potrzebuje chwili spokoju.
— Masz rację — westchnął ciężko i zacisnął pięści, bezradnie opierając się o oparcie jednej z kanap. Sam siebie też nie chciał widzieć.

*

— Hinata, hej! — Uzumaki dopadł do drzwi, które dziewczyna już chciała otworzyć. — Hej, uspokój się. Nie możesz wybiec w tym stanie na ulice.
— Jak mam się uspokoić? Dwójka najważniejszych w moim życiu ludzi, okłamywała mnie przez ostatnie... Ile? — Hyuga popatrzyła na niego żałośnie. — Naruto, błagam powiedz mi, przez ile mnie okłamywali?
— Sześć, Hinata. — Uzumaki odwrócił wzrok. Czuł się winny tej sytuacji. — Byli ze mną od początku.
Hyuga pokiwała w zrozumieniu głową i gdyby nie drżenie ust, uwierzyłby, że jest całkowicie spokojna. Jednak dziewczyna jedynie trawiła nową sytuację i analizowała po kolei każde kłamstwo. Każde przypadkowe zniknięcie, wyjście do „znajomych”, nocny wypad do baru w dziwniej dzielnicy. Podejrzane typy, z którymi Neji rozmawiał w barze, nawet kiedy tam była. Nie wierzyła, że była na tyle głupia, by nic z tego nie zauważyć.
W końcu nie wytrzymała i wybuchła płaczem. Blondyn bez słowa objął dziewczynę i zabrał ją na górę do swojego mieszkania. Posadził Hinatę w fotelu, przyniósł jej paczkę chusteczek i zrobił kakao. Postawił parujący kubek przed biało oką i poczekał aż nieco się uspokoi.
— Wiem, że to nie będzie miłe, ale muszę wiedzieć, co miałaś na myśli, Hinata — zaczął ostrożnie, przyglądając się jej reakcji. — Rozumiem, że to musi być dla ciebie ciężkie, ale zrozum. Ja naprawdę muszę dorwać jego mordercę.
— Żeby go zabić? — Hyuga uparcie wpatrywała się w swoje palce, owinięte wokół niebieskiego kubka.
— Żeby go ukarać — odparł wymijająco. W tym świecie panowała niestety zasada „oko za oko, ząb za ząb”. Nawet gdyby chciał, nie zmieniłby postępowania gangu. Nie zmieni decyzji większości i nie zrobi nic, jeśli któryś z egzekutorów zechce zabić mordercę. — Nie mogę ci obiecać, że nic mu się nie stanie. Nie tylko ja o tym decyduję.
— Rozumiem — wyszeptała, unosząc na niego wzrok. Coś w jej oczach mówiło mu, że ona już podjęła decyzję. I bał się tego jak cholera. — Nie wiem tylko, czy jeśli powiem ci prawdę, będziesz chciał mieć ze mną cokolwiek do czynienia.
— Hinata, w naszych szeregach jest bratanek Hiashiego — mówił, uparcie wpatrując się w jej białe tęczówki — Jego starzy ludzie, jeszcze z czasów Akatsuki też. Są tu osoby, które pracowały i zabijały dla niego z przyjemnością. Dlaczego miałbym odrzucić ciebie?
— Bo jestem jego córką. — Ledwie wyszeptała, na powrót spuszczając wzrok. Bała się jego reakcji. Nie chciała widzieć rozczarowania i nienawiści budzących się w jego oczach.
Blondyn za to zastygł w bezruchu, nie będąc pewnym, czy dobrze usłyszał. Im dłużej jednak tam siedział, tym dosadniej docierało do niego, że to nie był żart. W jego mieszkaniu na prawdę siedziała córka Hyugi.
Wstał z kanapy i zaczął powoli krążyć po pokoju. Wiedział, że tylko tym Hinatę speszy, ale nie mógł się powstrzymać, bo zrozumiał, że miał rację. Zaraz po tym jak zniknął ze szpitala, dopadła go myśl, że Lee był jej przyjacielem, że nie ma prawa się do niej zbliżać, że i dla niej, i dla niego byłoby lepiej, gdyby odpuścił. Ale zobaczył ją na pogrzebie i wtedy wszystkie jego tamy puściły. Wiedział, że nie uwolni się od tej dziewczyny. Zrozumiał, że się w niej zakochał.
Czuł się jakby dostał obuchem w głowę. Próbował na szybko przeanalizować sytuację i wymyślić jakieś rozwiązanie, ale nim się obejrzał Hinata odstawiła kubek na stolik i wstała z fotela, kierując kroki do wyjścia.
— Przepraszam, za kłopot — wymruczała pod nosem, nie patrząc na niego. — I dziękuję. Za wszystko.
— Hej, hej, hej! — Rzucił się w stronę drzwi i przekręcił klucz, zaraz wyciągając go z zamka. — Czemu tak nagle chcesz wyjść?
— Przecież jestem córką człowieka, który wyrządził wam wszystkim wiele złego. Nie mam prawa żądać, żebyście mnie zaakceptowali.
— Hinata, nie mów takich głupstw. — Uzumaki stanowczym krokiem wrócił do salonu, ciągnąć biało oką za sobą. — To nie twoja wina, że masz takiego ojca. Zresztą ciebie też skrzywdził, prawda?
— Tak. — Jakby na wzmocnienie swoich słów skinęła przy tym głową i drżącym głosem zaczęła mówić. — Przez Szesnaście lat mnie bił i poniżał. Sprzedawał mnie, Hanabi i mamę swoim klientom i kontrahentom. Byleby tylko ubić interes. Zabił moją matkę i wyprał mózg siostrze. — Zamilkła na moment, biorąc kilka ciężkich oddechów. — Nienawidzę go.
— W takim razie, dołącz do nas. — Naruto starł łzę, która wydostała się dziewczynie spod przymkniętej powieki, spoglądając na nią wzrokiem pełnym współczucia. Nie potrafił sobie wyobrazić, ile ta krucha istota przeszła w swoim życiu. — Możesz nam pomóc, jeśli chcesz. Możesz się na nim zemścić i uratować siostrę. I zyskać tym drugą, lepszą rodzinę.
— Ja...
— Nie teraz — przerwał jej. — Nie musisz mówić mi od razu. Prześpij się z tym. Przemyśl to. Pamiętaj, że to ważna decyzja i niebezpieczna gra. Tylko od ciebie zależy, czy w nią wejdziesz. Ja nie mam zamiaru na ciebie naciskać. Musisz jedynie pamiętać, że potem nie ma już odwrotu. — Skinęła głową i zawahała się, przez moment chcą o coś zapytać, ale ostatecznie odpuściła. — Pewnie nie chcesz wracać do domu? — Ponowiła gest, mając wrażenie, że blondyn czyta jej w myślach. — W takim razie prześpij się tutaj. Odstąpię ci sypialnię, a sam przekimam się na sofie. Przyda ci się porządny sen po takim dniu.
— Dziękuję — wyszeptała. Uzumaki uśmiechnął się do niej i ulotnił  do pokoju obok, przygotować łóżko.

*

Zupełnie nie wiedziała, jak ma pozbierać myśli. Od dwóch godzin leżała w łóżku blondyna próbując zasnąć, ale sen nie chciał nadejść. Słyszała, jak chłopak plątał się po mieszkaniu, jednak ani razu nie odważył się zapukać do jej drzwi. Zanim w ogóle zaprosił ją do pokoju, dostała od niego koszulkę i parę czystej bielizny. Przeprosił, że nie ma nic innego, tłumacząc się, że w końcu mieszka sam, ale udało mu się wybrnąć z niezręcznej sytuacji i zaprowadzić ją do łazienki.
Kiedy ona zmywała z siebie cały ten dzień, Naruto krzątał się po domu i przygotowywał sobie posłanie na kanapie. Gdy wyszła, skierował ją prosto pod kołdrę do sypialni, gdzie czekała na nią gorąca herbata. Podziękowała mu zanim wyszedł i zamknął za sobą drzwi. Chwilę później usłyszała dźwięk lejącej się wody, który nieco ukoił jej nerwy.
Nie wiedziała, co miała teraz zrobić. Spędzi tę noc nad barem u chłopaka, z którym dopiero co zaczęła się chyba spotykać, jeśli mogła tak nazwać te randki. Ale co potem? Wróci do mieszkania? Nie. Wiedziała, że na to nie zdobędzie się przez jakiś czas. Miała przez to wszystko mętlik w głowie, bo Neji i Ten okłamywali ją, ale robili to by ją chronić. Nie wiedziała tylko, co było gorsze. Życie w kłamstwie, czy prawda w pełnej krasie.
Po kolejnych dziesięciu minutach zadręczania się myślami o przyjaciołach, wstała i wyszła z pokoju. Spodziewała się zastać Uzumakiego na kanapie przed telewizorem, na którym leciał właśnie jakiś film akcji, ale posłanie było puste. Skierowała więc kroki do kuchni, skąd wydobywał się słaby snop światła.
Weszła boso do pomieszczenia, gdzie zobaczyła blondyna, opierającego się o blat wyspy, zapatrzonego w ciemne już niebo. W czajniku obok gotowała się woda, a na blacie szafki znajdował się kubek. Uzumaki stał do niej tyłem, przez co nie mógł jej zobaczyć, za to ona jak zahipnotyzowana wpatrywała się w jego sylwetkę. Jeszcze wilgotne blond włosy stały we wszystkich kierunkach, a umięśnione, niczym nie osłonięte plecy unosiły się miarowo w takt jego oddechu. Szerokie barki wydawały jej się jeszcze większe przez to, że chłopak skrzyżował ręce na piersi, napinając przy tym mięśnie. Miał na sobie jedynie spodnie od dresu, nisko wiszące teraz na jego biodrach.
Wpatrywała się w niego, czując na twarzy rumieńce. Chciała po cichu się wycofać, ale wtedy stąpnęła na złą deskę. Naruto na dźwięk skrzypienia momentalnie się odwrócił, a kiedy zobaczył biało oką, na wpół ukrytą za framugą, uśmiechnął się lekko.
— No chodź tu. Przecież nie gryzę. — Wyszczerzył na moment zęby i wyciągnął rękę do dziewczyny.
Hyuga zawahała się, ale ostatecznie ruszyła w głąb kuchni i złapała rękę blondyna. Ten zamknął jej drobną dłoń w swojej i dalej obserwował ciemne niebo nad Tokio.
— Piękne, prawda? — wskazał je głową, na co dziewczyna przytaknęła. Okno Uzumakiego wychodziło na jedną z tych nielicznych uliczek Tokio, na których nocą było naprawdę ciemno. Żadne neony nie zakłócały więc migotliwego światła gwiazd, rozsianych po granatowym niebie. Hinata wpatrywała się w to urzeczona pięknem sklepienia. Już od dawna nie widziała takiej nocy. — Zupełnie jak ty — wyszeptał nagle wpatrując się intensywnie w jej roziskrzone oczy.
Spojrzała na niego nieśmiało. Uzumaki położył wolną dłoń na jej zaczerwienionym policzku i pochylił się nad dziewczyną. Zatrzymał się kilka milimetrów od jej ust i spojrzał pytająco w niezwykłe, białe oczy. Hinata jedynie je przymknęła, co chłopak wykorzystał, całując ją delikatnie. Dziewczyna zarzuciła mu rękę na szyję, drugą nadal trzymając jego dłoń, i pozwoliła mu pogłębić pocałunek.
Chłopak w końcu puścił drobne palce, by podsadzić biało oką na blat wyspy. Hyuga od razu przyciągnęła go bliżej, kładąc dłonie na nagich ramionach. Naruto trzymał ręce na biodrach dziewczyny, raz po raz podjeżdżając palcami pod materiał koszulki. W jego ciuchach wyglądała tak niewinnie i tak pociągająco jednocześnie, że nie mógł się powstrzymać przed dotykaniem jej.
Jednak kiedy zszedł pocałunkami na jej szyję, po kuchni poniósł się gwizd, a Hinata podskoczyła przerażona, by zaraz potem roześmiać się w głos. Naruto niemal natychmiast przekręcił pokrętło gazówki i poszedł w ślady dziewczyny. Gdy się uspokoił oparł bezradnie głowę na jej ramieniu.
— To chyba tyle na dzisiaj — wymamrotał w materiał koszulki i podniósł na nią wzrok. — Powinnaś się przespać. Przepraszam.
— To nic. Dobranoc — wymamrotała, po czym dała mu szybkiego buziaka i czym prędzej uciekła z pomieszczenia. Blondyn chwile po tym usłyszał trzask drzwi do sypialni. Zaczął chichotać przez to pod nosem i wziął się za zalewanie herbaty.

***

— Czy ciebie już do końca posrało, stary?!
— Daj sobie spokój, Kiba. — Naruto cierpliwie znosił kolejne wrzaski i przekleństwa. Wiedział, że tak to będzie wyglądać, kiedy powie im, kim jest Hinata. Nie wiedział tylko, że będą na tyle uparci, by przez ponad godzinę przekrzykiwać się między sobą, kto ma bardziej nie po kolei w głowie. — Stało się. Jest u góry, bo potrzebowała pomocy.
— Nie, młotku — syknął Sasuke, posyłając mu jadowite spojrzenie. — Jest u góry, bo masz ochotę ją przelecieć.
— Ma ochotę? — Deidara zaśmiał się perfidnie pod nosem. — On już to zrobił, tylko się do tego nie przyznaje. Od dawna biegał za tą...
— Licz się ze słowami, Iwasaki. — Neji posłał blondynowi groźne spojrzenie. Nie miał zamiaru wysłuchiwać, kim dla Deidary była Hinata. Doskonale wiedział, co o niej w tej chwili myślał.
— Bo co mi...
— Akurat ty masz w tej sytuacji najmniej do powiedzenia. — Gaara wszedł mu w zdanie, zupełnie ignorując mordercze spojrzenie, jakie blondyn mu posłał. — To twoja kuzynka, Neji. Mieszkałeś z nią przez dobre dziesięć lat i prze tyle nas okłamywałeś.
— Zasrana trójca się odezwała — warknęła  różowo włosa, gromiąc ich spojrzeniem. Jak zwykle, ta trójka była pierwsza do wykłócania się i jeśli akurat nie robili tego między sobą, magicznie tworzyli front przeciwko reszcie. Co najdziwniejsze, o ile Sasuke w ich gronie raczej traktował chłopaków z pogardą, rzucając tylko kąśliwymi uwagami, to atakując Uzumakiego zdawał się zamienić w rasowego krzykacza. — A ty mógłbyś choć chwile pomyśleć na sowimi słowami, Gaara. To jego rodzina i ma jak największe prawo do opinii.
— Co nie zmienia faktu, że nas okłamał — stwierdził dobitnie Madara. — Przez cały czas nas okłamywał.
— I co to ma do rzeczy? — Itachi zmierzył się spojrzeniem z wujem. Reszta instynktownie skuliła się w sobie. Nikt nigdy nie wchodził w ich potyczki słowne. Nie było na to najmniejszych szans i tym razem. — To nadal nie zmienia faktu, że Gaara jest stronniczy. Ma urazę do rodziny Hyuga i nie zważa na to, kto został przez nią skrzywdzony. Nie uważasz, że to raczej wyklucza jego opinię z kategorii tych racjonalnych?
— Zapomniałeś już, co Hiashi wyrządził naszej rodzinie? — Madara zmarszczył brwi, z niezadowoleniem uświadamiając sobie, po czyjej stronie był Itachi.
— Za to ty chyba zapomniałeś, że Hinata to nie jej ojciec — skomentował, zamykając tym Madarze usta.
— Czy wy wszyscy się w ogóle słyszycie? — Nateko potarła niecierpliwie skronie, przymykając oczy w irytacji. — Próbujecie i nam, i sobie wmówić, że córka psychola, którą ten skrzywdził pewnie na o wiele gorsze sposoby niż nas, próbuje nas podjeść i zniszczyć od środka? Kret jest wśród nas od dawna i wie o wielu rzeczach. Ona dowiedziała się o wszystkim wczoraj — warknęła, po czy skierowała wzrok na Jelenia. — To, że trójka tych pożal się boże intelektualistów od siedmiu boleści tak myśli, mnie nie dziwi. Tyle, że wiesz co, Nara? Myślałam, że ty jednak jakiś mózg w tej wielkiej nieforemnej głowie przetrzymujesz.
— Śmieszne, Nateko — parsknął brunet, wytrzymując jej spojrzenie. Temari też potrafiła tak na niego patrzeć. Przyzwyczaił się. — Mógłbym powiedzieć to samo o tobie.
— Ha, ha, ha. — Dziewczyna zmrużyła powieki, tym razem zmuszając bruneta do odwrócenia wzroku. — Bardzo twórcze, Shika. Szkoda tylko, że nie poparte ani jednym logicznym argumentem.
— Ludzie, uspokójcie się — odezwała się Yumiko, nie wytrzymując już tej wymiany zdań. — Posłuchajcie się przez moment. Czy wam wszystkim już do reszty odbiło? Zaczynacie wyrzucać z siebie wszystko, co wam ślina na język przyniesie się tylko po to, żeby dowieść swojej racji, a nawet porządnie tego nie przemyśleliście.
— Yumi ma rację. — Uzumaki podniósł się z barowego stołka i przerzucał wzrok to na jednych, to na drugich. — Ta kłótnia nie ma sensu. Powinniście najpierw solidnie pomyśleć, czy wasze pretensje wynikają z rozsądku, czy z sytuacji, w jakiej teraz się znaleźliśmy. Kłócicie się tutaj nie wiadomo o co, skoro Hinata już o wszystkim wie, a kret ryje pod nami dziurę za dziurą. Nie widzicie, co z nami zrobił?
— Zasiał nieufność, którą dawno zakopaliśmy w naszym układzie. — Itachi zgrabnie przejął pałeczkę, powstrzymując brata przed wybuchem kolejnego zarzutu wobec Naruto. Fakt. On też nie był zadowolony z tego, że Uzumaki powiedział to i owo Hinacie bez konsultacji z nimi. Jednak patrząc na to zdrowym okiem, nie wsypał nikogo. Nie wymienił ani jednego nazwiska i nie zamierzał, dopóki Hyuga nie wyrazi chęci współpracy. — Zapominacie, że każdy z nas przeszedł swoje, a Hiashi jest dla nas tylko obcym skurwysynem. Pomyślcie choć przez chwilę, co działo się w domu tej dziewczyny? Zapomnieliście już, co Neji nam o niej powiedział?
Po jego słowach w zamkniętym barze zaległa cisza. Każdy trawił jego słowa i niechętnie przyznawał mu rację. Hinata musiała cierpieć tak samo, jeśli nie bardziej niż oni, skoro Neji, Lee i Tenten zdecydowali się ją uprowadzić, zdając sobie sprawę z tego, że do końca życia nie pozbędą się ogona. Nie chcieli wyobrażać sobie, w jakim stopniu Hiashi wyżywał się na tej biednej dziewczynie. Jej sytuacja była o tyle gorsza, że był jej ojcem. To jedynie potęgowało psychiczną krzywdę.
Nagle po pomieszczeniu poniósł się trzask drzwi. Wszyscy, jak na zawołanie skierowali wzrok na schody prowadzące do mieszkania blondyna. Hyuga, ubrana już w swoje ciuchy, schodziła ostrożnie na dół, by zatrzymać się w końcu na ostatnim schodku i nieśmiało spojrzeć na Uzumakiego.
— Wchodzę w to — wyszeptała, sprawiając, że tych kilku członków gangu, zgromadzonych w barze zamarło na chwilę z uczuciem niedowierzania bądź ulgi w głowach.

***

Tego dnia zajęcia na uczelni zdawały się ciągnąć w nieskończoność, mijając w takt ciągłych wspomnień Lee, składanych kondolencji i wyrazów współczucia. Szara rzeczywistość uderzyła niczym fala tsunami, zmuszając ich do przywdziania masek i udawania przed całą resztą. Profesorowie raz po raz zaczepiali bliskich Rocka, coraz bardziej pogrążając ich w smutnej prawdzie. Jedynym wykładowcą, który odpuścił sobie tego dnia jakiekolwiek rozmowy o zmarłym studencie, był profesor Jiraiya. Wiedział jak zginął chłopak i nie miał zamiaru wbijać kolejnych szpil jego przyjaciołom.
Naruto przez cały dzień wałęsał się po uczelni, nie bacząc na dziwne spojrzenia, które rzucali mu inni studenci. Nadal nie wyglądał za dobrze, a na jego twarzy nie zagościł tego dnia uśmiech. Sytuacja była na tyle wyjątkowa, że niektórzy nie potrafili powstrzymać się przed cichym szeptaniem za jego plecami. Szeptaniem, które doskonale słyszał, a które jeszcze dobitniej budziło wyrzuty sumienia.
Gdy po zajęciach, dotarł wreszcie do sali klubowej odetchnął z ulgą. Potrzebował chwili z muzyką i przyjaciółmi. Otworzył drzwi, zza których nie rozbrzmiewały żadne dźwięki, co było w tym miejscu niespotykane. Jednak zaraz przekonał się, co było tego powodem.
W pomieszczeniu znajdował się rektor uczelni i Uzumaki był pewien, że usłyszy prośbę będącą jednocześnie poleceniem, którego nie miał ochoty wykonywać.
— Skoro jesteście już wszyscy, miałbym do was małą prośbę. — Hiruzen Sarutobi uśmiechnął się przepraszająco. Naruto wiedział, że przez to próbuje zdobyć sobie ich przychylność. I niestety tak właśnie to działało. Był to człowiek na tyle inteligentny i sympatyczny w jednym, że odmowa nie wchodziła w grę. — Chciałbym, żebyście umili wieczór naszym studentom na balu absolwentów. Cieszę się również, że dołączyła do was kolejna zdolna osoba. Widok ludzi oddających się swojej pasji zawsze mnie cieszy. — Posłał uśmiech w stronę Hyugi, siedzącej na stołku pianina, po czym spoważniał. — Wiem, że Lee był waszym przyjacielem. Był również jednym z najbardziej pracowitych i najbardziej aktywnych społecznie studentów tej uczelni. Chcę, abyście wiedzieli, że bal absolwentów będzie również ostatecznym pożegnaniem go przez nasze kadry oraz jego kolegów z rocznika.  Żałuję, że tak zdolny, młody człowiek nie zdołał ukończyć studiów. Przyjmijcie proszę również moje najszczersze kondolencje. Wiadomo mi, że był waszym przyjacielem.
— Dziękujemy. — Nateko, jako jedyna była w tej chwili w stanie wydusić z siebie choćby słowo.
Naruto i Kiba skinęli bez słów głowami, a Hinata zwiesiła głowę, próbując powstrzymać napływające do oczu łzy. Mimo wszystko nie zdążyła się oswoić ze śmiercią Rocka. Sasuke za to nie podniósł wzroku, uparcie wlepiając go w struny gitary. Siedział na wzmacniaczu z rękami opartymi na kolanach, mimowolnie zaciskając dłonie w pięści.
— Mogę w takim razie liczyć na wasza pomoc? — Rektor skierował wzrok na Nateko, jednak dziewczyna spojrzała na blondyna.
— Naruto? — Szatynka wiedziała, że to pytanie nieco skołuje Hiruzena, bo to na ogół ona decydowała o występach, ale tym razem nie potrafiła tego zrobić bez zgody Uzumakiego.
— Zagramy — powiedział w końcu, podnosząc wzrok na Sarutobiego. — Skoro to dla Lee, zagramy.
— Rozumiem. — Rektor skinął głową i posłał chłopakowi smutny uśmiech. —  Cóż na mnie już pora. Jeszcze raz bardzo mi przykro z powodu Rocka. Profesor Jiraiya będzie się z wami kontaktował odnośnie balu. — Po tych słowach opuścił salę muzyczną.
— Jesteś tego pewien? — Inuzuka przyjrzał się uważnie blondynowi.
— Lee chciałby, żebyśmy to zrobili. — Naruto jakby na potwierdzenie swoich słów przed samym sobą, skinął głową, mocniej łapiąc pałeczki. — Nienawidził, kiedy się czymś zadręczaliśmy.
— Jak uważasz — powiedział szatyn, po czym zaczął nastrajać gitarę. Każdy automatycznie zaczął zajmować się swoimi instrumentami, jak gdyby nigdy nic się nie stało.

*

— Skup się na grze, Iwasaki. — Gaara po raz kolejny tego dnia przerwał trening.
— Co ci się nie podoba w mojej grze, No Sabaku — warknął blondyn, krzyżując ręce na piersi. — Robię to, co zawsze, a skoro masz z tym problem, to chyba powinieneś odwiedzić psychologa, rudzielcu pieprzony.
— Nagle się taki odważny zrobiłeś? — Shukaku zmrużył oczy, nadal nie ruszając się z miejsca.
— Jaki ty masz problem, Gaara? — Neji odrzucił dotychczas trzymana piłkę Inuzuce, a sam podszedł do kłócącej się dwójki. — Dei w przeciwieństwie do ciebie próbuje dzisiaj trenować.
— Dlaczego nie dziwi mnie, że to ty stanąłeś w jego obronie? — Kapitan posłał mu przelotne spojrzenie, które zaraz na powrót utkwił w blondynie. — Hyuga nadal chroni ci dupę. Typowe.
— A ty znowu ta sama śpiewka? — Kiba podszedł do chłopaków, mając złe przeczucia. — Dobrze wiesz, że te oskarżenia są niepoważne. Ozawa jest cały i zdrowy. Dei nic mu nie zrobił.
— Co nie znaczy, że zapomnieliśmy o jego przeszłości — stwierdził chłodno Uchiha, wytrzymując gniewne spojrzenie szatyna. — Nie rób takiej miny, Inuzuka. To nie ja byłem cholernym skurwysynem, mordującym i gwałcącym wszystko, co się dało.
Iwasaki nie wytrzymał. W jednej chwili doskoczył do bruneta i uderzył pięścią w jego nos. Neji niemal natychmiast zareagował i unieruchamiając blondyna, odciągnął go od wściekłego Uchihy. Ichiro, stojący do tej chwili kilka metrów od reszty, nie chcąc wchodzić w sam środek burzy, teraz dopadł Sasuke zanim ten zdążył zrobić choćby krok w stronę Iwasakiego.
— Czy ja ci do chuja wyglądam jak ten psychopata, Hidan?! — wydarł się Deidara, próbując wyrwać się z uścisku Nejiego. — Bo kurwa coś nie pamiętam, żebym to ja ci próbował zgwałcić dziewczynę! Kurwa, Uchiha, gdyby nie ja, ten skurwysyn najpierw by skorzystał, a potem to samo zrobiłby z jej zwłokami!
— Uspokój się do cholery! — Inuzuka uderzył blondyna prosto w brzuch, pozbawiając go na chwile tchu. — Popierdoliło cię już do reszty?! Chcesz zaraz wszystkim obwieścić, kim do cholery jesteś?! — Deidara rzucił mu spojrzenie pełne wyrzutu, ale więcej się nie odezwał. Wiedział, że poniosło go o krok za daleko. Szatyn za to odwrócił się w stronę Sasuke. Brunet trzymał się za złamany nos, nienawistne spojrzenie wlepiając w blondyna. Kagawa zdążył się od niego odsunąć, jednak nadal czuwał, gdyby sytuacja wymagała reakcji. — A ty do chuja nie lepszy! Pierdolony dupek. Pomyślałeś chociaż przez chwilę zanim się odezwałeś? I to niby ja jestem skończonym idiotą? Co by było, gdy ktoś cię usłyszał?! Działamy w jednej drużynie Uchiha, czy ci się to podoba, czy nie.
— Gówno mnie to obchodzi — burknął Sasuke, wycierając krew rąbkiem koszulki. — Nie zaufam mu, dopóki nie dostanę niezbitych dowodów jego niewinności. — Syknął z bólu, gdy palcami dotknął twarzy. — Skurwiel złamał mi nos.
— Należało ci się — odwarknął Kiba. Przerzucił wzrok na No Sabaku, który jedynie przyglądał się tej scenie, nawet nie próbując reagować. — A ciebie co tak nagle zamurowało, Gaara? Wielki przywódca Wilków nie potrafi zrozumieć, że przeszłość, to przeszłość? Uspokajanie ich to twoja cholerna robota, szefunciu zasrany, nie moja. Pamiętasz, żeby Naruto, czy Madara mieli jakieś obiekcje względem tej dwójki? A ty Sasuke? Jakoś sobie nie przypominam, żeby twój braciszek był święty przez całe swoje pierdolone życie. Banda pieprzonych bachorów. Rozpuszczonych, egoistycznych bachorów!
— Co cię nagle strzeliło, Inuzuka? — warknął brunet, nadal trzymając się na złamany nos. — Moralizować się zachciało? Może byś się kurwa najpierw nad sobą zastanowił.
— I mówi mi to jebany egzekutor? — wycedził przez zaciśnięte zęby tonem, który skutecznie zamknął wszystkim usta. — Mam swoje na sumieniu, prawda. Tyle, że w tym pieprzonym towarzystwie każdy ma. Więc z łaski swojej przestańcie jęczeć i zastanówcie się najpierw, czy macie jakiekolwiek prawo do osądzania innych na podstawie własnych domysłów? — Zmierzył wzrokiem całą drużynę, a widząc, że te słowa uspokoiły ich na dobre skierował kroki w stronę szatni. — Koniec treningu.
Żaden z chłopaków się nie odezwał. Może Inuzuka na co dzień nie grzeszył rozwagą, ale nie mogli się z nim nie zgodzić. Wiedzieli, że skoro on zrobił im taki wykład, sprawy zaszły za daleko. Szatyn zwykle obracał wszystko w żart, nie starał się zachowywać powagi w sytuacjach, które w teorii tego wymagały, ale jako jeden z nielicznych potrafił ich ustawiać do pionu. Za maską narcystycznej pewności siebie, krył się przede wszystkim zdrowy rozsądek i lojalność, przez którą nigdy nawet nie próbowali rzucać w niego oskarżeniami. Wiedzieli, że był ostatnią osobą, która mogła ich zdradzić. I w tej sytuacji jedyną, której każdy z nich ufał.

*

— Co tak długo? — Yorumi posłała przyjaciółce pełne pretensji spojrzenie, widząc ją na szczycie schodów kilka metrów dalej. — Wejście na dach jest aż tak męczące?
— Gdybyś wchodziła tu z parteru, nie byłabyś taka cwana — warknęła blondynka. Usiadła na prostokątnej, betonowej donicy, zaraz obok Deidary. Ichiro, który przyszedł z dziewczyną, przysiadł się do Nateko. — Gdyby nie ja, nie miałabyś śniadania. Znowu.
— Oj co ja ci poradzę, że zapominam? — Szatynka wyszczerzyła się i niemal natychmiast wgryzła się w bagietkę, którą rzuciła jej Sasaki. — Kocham cię.
Dzika siedziała na betonowej płycie dachu, kryjąc się w cieniu szklarni. Dach budynku został zaaranżowany na mały ogród, o który od wiosny do późnej jesieni dbał klub ogrodniczy. Wokół małej szklarni poustawiano ciężkie donice wysokości mniej więcej pół metra, Były one na tyle szerokie, że studenci chętnie korzystali z nich jak z ławek podczas przerw między wykładami.
Podobne ogrody zostały utworzone na dachach jeszcze dwóch innych budynków i z racji tego, że znaleźć można było na nich o wiele więcej egzotycznych roślin, były odwiedzane przez większość studentów uczelni.
Ogród na budynku wydziału reżyserii dźwięku pozostawał zawsze niemal opuszczony. Odwiedzało go jedynie od czasu do czasu kilkoro zbłąkanych członków klubu, dbającego o zapomniany rewir. Dlatego też Nateko i Sasaki tak bardzo lubiły to miejsce. Można tam było spokojnie rozmawiać o wielu sprawach, nie bojąc się, że usłyszy to ktoś nieporządny.
— W końcu chwila oddechu — burknął Kagawa, wyciągając z torby kanapki. — Przez cały dzień na wydziale mamy kocioł. Można dostać przez to paranoi. Trzymaj. — Rzucił Yoru małe pudełko z ryżem i butelkę wody. — Dokarmianie ciebie to już chyba moje hobby.
— Jesteś moim bogiem. — Posłała mu uśmiech, niemal natychmiast zabierając się za zawartość opakowania.
— Wiem — mruknął, uśmiechając się pod nosem i sam zabrał się za jedzenie.
— Czasami zastanawiam się, czemu ten psi móżdżek was toleruje? — Deidara przerzucał spojrzenie to na Kagawe, to na Dziką. — Kiedy widzi cię z Matsu, zaraz zaczyna warczeć na tego rudzielca.
— Bo Hentai to pierdolony zbok. — Dziewczyna wzruszyła ramionami. — W przeciwieństwie do niego, Ichiro nie rucha wszystkiego, co się rusza.
— To miał być komplement? — Kagawa uniósł brwi, odwracając się w stronę przyjaciółki. — Bo mi to zabrzmiało, jakbym był pieprzonym impotentem.
— Moja wina, że trzy czwarte ludzi bierze cię za geja? — stwierdziła bez ogródek, ignorując grymas na twarzy Fukuro.
— Wyszło szydło z worka — roześmiał się Iwasaki, jednak kiedy zobaczył wzrok Dzikiej, wiedział, że zaraz oberwie z tej samej broni.
— I co się szczerzysz, Blondziu? — Nateko uśmiechnęła się szyderczo, mierząc w niego pałeczkami. — Połowa uczelni myśli, że Yumi jest twoją przykrywą. Druga połowa, że byłeś gejem zanim ją poznałeś. Także ten... — Nie dokończyła, rzucając mu jedynie wymowne spojrzenie zanim zabrała się za resztę prowizorycznego śniadania.
— A ciebie co ugryzło? — Sasaki posłała jej badawcze spojrzenie, gestem ręki powstrzymując swojego chłopaka przed odpowiedzią. Deidara prychnął jedynie, ale posłusznie zamilkł, rzucając szatynce ostre spojrzenie.
— Wszystko i nic — mruknęła dziewczyna. Westchnęła ciężko i odłożyła puste pudełko na kolana Kagawy. — Sarutobi przyszedł dzisiaj do sali muzycznej.
— Czego chciał? — Iwasaki zmarszczył brwi. — Chodziło o Lee?
— Wasz bal. — Nateko podniosła na niego zmęczone oczy. — Mamy tam zagrać, co nowością nie jest, ale już inna historia, że zrobili z tego pieprzone pożegnanie Rocka. W pierwszej chwili żadne z nas nie dało rady wykrztusić słowa.
— Całą uczelnie zalewa fala współczucia dla jego znajomych. — Yumiko przejechała dłonią po twarzy. — Można oszaleć od ciągłych wyrazów współczucia.
— Szczególnie, kiedy zaczynają gadać o tym cholernym zawale — warknął blondyn, wlepiając wzrok w kwiaty posadzone na murku wokół dachu. — Nienawidzę, kiedy mówią, że to pewnie przez jego pijaństwo, co jest cholerną bzdurą. Zresztą alkohol rozrzedza krew, a nie tworzy jebane zakrzepy.
— Takie życie sobie wybraliśmy — burknęła ponuro Nateko. — Lee zginął jak bohater i nikt poza nami się tego nie dowie.
— Ale myślę, że tak jest lepiej — powiedziała Sasaki. — Gdyby wiedzieli o jego przynależności do Konohy7, widzieliby w nim jedynie przestępcę. To nie byłoby fair.
— W gangu zresztą też nie jest kolorowo. — Kagawa spochmurniał, bawiąc się kamykami, wyjętymi z jednej z donic. — Każdy oskarża Deia, ale cholera wie, kogo tak naprawdę chcą wrobić w rolę kreta. Wszyscy mają swoje pretensje z dawnych czasów. Gaara pewnie oskarżyłby Nejiego, gdyby tylko mógł.
— Fakt. — Blondyn kiwnął potakująco głową. — Mnie oskarża tylko dlatego, że nie może tego zrobić Hyudze. Hótai był zbyt dobrze sprawdzony, żeby mieć co do niego jakiekolwiek wątpliwości. Rudzielec rzuca te swoje insynuacje, bo czuje się przyparty do muru. Zresztą nie powiem, sam jestem sobie winien. Prawie się pozabijaliśmy.
— Deidara, do cholery — warknęła Nateko, unosząc na niego rozgniewane spojrzenie. — Pięć lat temu próbowałeś mnie zabić. Trzy razy. Słyszałeś, żebym kiedykolwiek oskarżyła cię o współprace z tym skurwysynem? Gaara powinien był pomyśleć zanim otworzył gębę.
— Yoru, uspokój się. Wiesz, że No Sabaku jest podejrzliwy. — Ichiro szturchnął ją w ramię, przerywając tyradę jej oskarżeń. — Jeszcze nie potrafi zaufać wszystkim i akurat ty powinnaś go rozumieć.
— Ale ja nie rozdaje na prawo i lewo starych pretensji — burknęła pod nosem, ale po chwili skinęła głową. — Masz rację. Gaara swoje przeszedł i nie można go winić za jego brak zaufania, chociaż tym razem nieco przesadza.
— Nie tylko on. — Yumiko oparła ręce na donicy i uniosła twarz do słońca, przymykając przy tym oczy. — Nara z Demonem bronią się rękami i nogami przed Deiem. O ile Jeleń robi to, co zawsze, tak Sasuke nagle zaczął odwalać akcje. Jakoś nigdy nic do ciebie nie miał. Przynajmniej nie otwarcie.
— Itachi — skwitował blondyn. — Od kiedy weszliśmy w szeregi okazało się, że dogaduję się z nim lepiej od Sasuke. Głównie dlatego, że znam Łasicę o wiele lepiej, a to już mu przeszkadzało. To, że oboje trafiliśmy jakimś cudem do Madary jeszcze bardziej zabolało tego smarkacza.
— Ładny mi smarkacz, zachowujący się dojrzalej od ciebie. — Stwierdziła z ironią Nateko, posyłając mu wredny uśmieszek. — Ale co do tych pretensji, masz racje. Sasuke od dziecka był wpatrzony w Łasicę. Kiedy ten zniknął, Naruto i Kiba ledwo powstrzymali go do próby włamu.
— Włamu? — Ichiro posłał jej zaskoczone spojrzenie. — Jakiego włamu?
— Nie słyszałeś o tym? — Teraz to Sasaki patrzyła na bruneta z zaskoczeniem w oczach. — Jak mieli po dwanaście lat, Sasuke wymyślił sobie, że wejdzie do ich bazy i siłą wyciągnie stamtąd Itachiego.
Dalszy ciąg historii, przerwały dzwonki telefonów, które odezwały się w tym samym momencie. Jedynie Deidara nie wyciągnął z kieszeni swojego. Patrzył za to, jak z twarzy Nateko znika kpiący uśmieszek, Kagawa ciężko wzdycha, a Yumiko rzuca mu zaniepokojone spojrzenie. Dziewczyna widząc jego wzrok, podała mu komórkę.

Od: Naruto 
Treść: Dzisiaj  spotkanie w 
Kakuredze o 19:00. Nowa akcja.

— Wiedziałaś o tym? — Spokojny głos Deidary jedynie zaniepokoił Sasaki, gdy ten podniósł wzrok na Yorumi.  — Musiałaś widzieć, prawda?
— Posłuchaj, Iwasaki. — Dzika schowała swój telefon do kieszeni i wstała, posyłając blondynowi ostre spojrzenie. Zarzucić mogła sobie sporo, ale na pewno nie brak lojalności, który widziała w jego oczach. — Nie ja decyduje o tym, co o tobie myślą inni. Uzumaki sam wybrał najmniej konfliktowy skład, ja jedynie ustawiłam ich na pozycjach. To, że ciebie tam nie ma wynika tylko z tego, że Naruto chce dać ci chwilę oddechu. Tobie i wszystkim tym idiotom, więc nie waż się nawet oskarżać mnie o wykluczenie cię z tej akcji, Blondziu. Chyba, że aż tak ci zależy na godzinie kłótni z Uchihą, wtedy nie ma sprawy. Wsadzę was do jednego auta.
— Dobra, już dobra. — Iwasaki podniósł ręce w geście kapitulacji. — Masz rację. Przesadzam.
— Jasne, że mam. — Nateko wzruszyła ramionami, jak gdyby nigdy nic i podniosła swoją torbę z betonowej płyty. — A teraz wyjazd, bo już dawno powinnam być na wykładzie, a muszę oddać klucz tym zasranym ogrodnikom.

***

Iwasaki wjechał w wąską uliczkę i zatrzymał się przed zjazdem do podziemnego garażu. Zgasił silnik i poczekał aż dziewczyna zejdzie z motoru zanim zrobił to samo.
— Hej, przecież wiesz, że Naruto musiał uspokoić nastroje. — Yumi położyła blondynowi rękę na ramieniu, widząc jego minę. — Wiesz, że on nie uważa cię za zdrajcę.
— Wiem, po prostu... — westchnął głęboko i podał dziewczynie kluczyki. — Przez cholerne pięć lat robię wszystko, żeby zyskać ich zaufanie i co dostaje w zamian?
— Nie warto się tym zadręczać, Dei. — Sasaki wtuliła się w bluzę chłopaka i uniosła na niego wzrok. — Ci, którzy naprawdę powinni ci wierzyć, są po twojej stronie. Gaara i Sasuke nie znają cię tak dobrze jak ja, Yoru, czy Kiba. Muszą ogarnąć chaos w swoich głowach i nic nie poradzisz, że będą oskarżać pierwszą osobę, do której maja jakieś pretensje. Gdybym to ja była na celowniku, najgłośniej krzyczałaby Temari, a Matsuri najchętniej pozbyłaby się Yorumi. Każdy z nas ma niewyjaśnione sprawy z przeszłości, niektóre wewnątrz Konohy. Musimy to po prostu przetrwać.
— Wiesz, że cię kocham? — Uśmiechnął się i delikatnie pocałował dziewczynę.
— Wiem. — Wtuliła się w niego bardziej, żeby po chwili się od niego odsunąć i zabrać jego kask. — Tylko spróbuj mi się spić, a przestanę być miła.
— Jasne — rzucił i zaczekał aż Yumiko zniknie w podziemnym garażu, zanim ruszył w swoją stronę.

*

Włóczył się po mieście już dobrą godzinę zanim nogi same poniosły go w stare, dobrze znane okolice. Ulice, po których rozbijał się jeszcze za czasów Akatsuki praktycznie się nie zmieniły. Nadal te same zniszczone kamienice, z dechami w niektórych oknach i ci sami pijacy, koczujący pod nimi do chwilowego wytrzeźwienia. Mijał te same, już nieco podstarzałe dziwki i tych samych podejrzanych typów. Jedynie stary postrach ulic zniknął na dobre.
Nie wiedział, co go podkusiło do kręcenia się na tych terenach, ale przez ostatnie wydarzenia nie miał jak poskładać myśli, a tutaj zawsze przychodziło mu to z łatwością. Śmierć Lee, oskarżenia chłopaków i kończąca to wszystko sprzeczka z Yumi w domu. Nawet jeśli Sasaki jedynie się o niego martwiła, nie mógł pozbyć się wrażenia, że dziewczyna zaczyna wierzyć w słowa Gaary i Sasuke.
Stanął na rogu jednego z budynków, wpatrując się w mrok znajomego zaułka. Przez moment się wahał, ale koniec końców ruszył w boczną uliczkę, by zaraz zniknąć za drzwiami do podziemnego klubu. Na wejściu uderzył w niego zaduch i zapach spalanego tytoniu przemieszany z zapachem marihuany. Gdy zszedł na pół piętro przymknął oczy wiedząc, że jeden z czerwonych reflektorów był wycelowany w dokładnie to miejsce. Przejechał wzrokiem po pomieszczeniu i mimowolnie uśmiechnął się pod nosem.
Klub nie zmienił się ani trochę przez ostatnie sześć lat. Te same światła, ten sam barman przy barku, żadnego ochroniarza koło schodów i cholerne klatki.
Pamiętał, że to w tym miejscu pierwszy raz poznał Inuzukę i pierwszy raz zremisował w walce. Siedzieli na tej cholernej arenie tak długo, że szef się znudził i kazał ich wywalić. Cała kasa poszła się pieprzyć, a oni dostali tygodniowy zakaz udziału w walkach.
Parsknął śmiechem na to wspomnienie i ruszył w dół do baru, gdzie zajął stołek w najdalszym jego kącie. Nie miał ochoty na żadne towarzystwo, a wiedział, że rozbijali się tutaj jego starzy znajomi, za którymi już zbytnio nie przepadał.
— Dwa razy The Double Team — burknął do barmana. Brunet rzucił mu badawcze spojrzenie, by po dwóch minutach postawić przed nim dwa szoty i drinka. — Nie zamawiałem tego.
— Ale byś zamówił, Iwasaki. — Mężczyzna oparł ręce na blacie i posłał mu ironiczny uśmieszek. — Może i nie było cię tutaj szmat czasu, ale nadal pamiętam, czym zapijasz to gówno. Dwa Teamy na twój koszt i Mir na mój. Tak na powitanie po latach.
— Dzięki, Mitsuhide — parsknął blondyn i łyknął jeden kieliszek, natychmiast się krzywiąc. — Zapominałem, jak robisz te cholerne szoty.
— Wszystko, co najlepsze dla starych kumpli. — Ochimizu puścił mu oko, ale mina zrzedła mu w chwili, w której  Dei wyczuł za sobą czyjąś obecność. — Powodzenia.
Iwasaki westchnął ciężko i patrząc bezradnie jak stary przyjaciel odchodzi na drugi koniec baru, wypił drugi kieliszek.
— Zapomniałem, że na górze działa twój ulubiony burdel — mruknął ponuro i obrócił się w stronę Hidana.
— No proszę, kogo tu przywiało po tylu latach? — Siwowłosy uśmiechał się kpiąco. — Twoi nowi kumple się tobą znudzili?
— Bardzo śmieszne, Hidan. — Blondyn przejechał spojrzeniem po sylwetce dawnego kompana. Yuga nadal wyglądał tak samo, nadal był otoczony przez chmarę kobiet i nadal wszędzie nosił ze sobą wielką Kosę. Nic się nie zmieniło. — Nie szukam guza, więc dobrze ci radzę, odpuść sobie.
— Bo co mi dziewczynka zrobi? — Patrzył na niego z jawną prowokacją w oczach. — Połaskota mnie włoskami?
— Nie mam nastroju, Yuga, więc z łaski swojej odpierdol się ode mnie — warknął, odwracając się z powrotem do baru.
— Nie radzę mnie ignorować, Dei. — Iwasaki poczuł metalowe ostrze na szyi i przeklął w duchu swoje szczęście. Ze wszystkich byłych członków musiał trafić akurat na tego psychopatę. — Nadal tego nienawidzę.
— Hidan! — Donośny, znajomy głos sprawił, że blondyn instynktownie zacisnął palce na trzymanej szklance. Chwilę później z tłumu wyłonił się nie kto inny, jak sam  Kazuma Endo. — Wypieprzaj mi stąd, psycholu.
— Ale, Endo...
— Powiedziałem, wypieprzaj — warknął ostrzej, co mimowolnie zamknęło Yudze usta.
Siwowłosy rzucił staremu mentorowi jedynie nienawistne spojrzenie, które skierował też na Iwasakiego, zanim zniknął w tłumie. Deidara wiedział, że to nie był definitywny koniec tej konfrontacji. Hidan był na to zbyt upierdliwy.
— Dobra to ja już sobie pójdę — burknął pod nosem, dopił drinka i rzucił barmanowi pieniądze. — Jeszcze raz dzięki, Mitsuhide.
— A ty dokąd, Blondyna? — Endo złapał Deia za ramię, gdy ten próbował go wyminąć bez słowa. — Mamy do pogadania, dzieciaku.
— Puść mnie Kazuma — warknął chłopak. — Inaczej odstrzelę ci tę łapę.
— Że tym odstrzelisz? — Były żołnierz uśmiechnął się kpiąco i uniósł drugą rękę pokazując Iwasakiemu jego Colta. — To jak będzie? Porozmawiasz ze mną, a potem grzecznie przekażesz swojej dziewczynie pozdrowienia od staruszka, prawda?
Pchnął Deia przed sobą w stronę schodów, i przytknął mu jego własną broń do pleców, zmuszając go tym do marszu. Poprowadził go na wyższe kondygnacje budynku, dopiero dwa piętra nad burdelem otwierając jedne z licznych na tym korytarzu drzwi. Iwasaki wszedł ostrożnie do pokoju i zatrzymał się na środku pomieszczenia. Rozejrzał się wokół, ale nie zobaczył nic podejrzanego. Zwykła sypialnia z łóżkiem, szafą, stolikiem i dwoma siedzeniami utrzymana w kolorach błękitu.
— Co cię tu przywiało, Blondyna? — rzucił Endo, siadając na jednym z foteli, bronią wskazując Deidarze drugi. Niebieskooki posłusznie usiadł wiedząc, że nie ma co się w tej chwili zachowywać jak smarkacz. — Słyszałem co się ostatnio stało i tak się zastanawiam. Życie ci nie miłe?
— Złego licho nie bierze — mruknął chłopak patrząc staremu mentorowi prosto w oczy.
— Oj już nie bądź dla siebie taki surowy. — Brunet  rozparł się wygodniej na siedzeniu. — Zapominasz, że jesteś na straconej pozycji? W dodatku szlajasz się po starych melinach. Myślisz, że nikt z tej twojej śmiesznej organizacyjki się nie dowie?
— Spokojna głowa, Endo. — Dei zmrużył powieki, podejrzliwie przyglądając się brunetowi. — Nie ma im kto tego powiedzieć. Wszystko w porządku.
— Nic nie jest w porządku, Blondyna. — Kazuma zmarszczył gniewnie brwi. — Myślisz, że ten kto was zdradził i zabił tamtego dzieciaka nie wie, że tu ze mną siedzisz? Jak myślisz, jak już twoja głowa pójdzie pod topór, za kogo weźmie się potem? Smarkacza Inuzuki? Dziwkę Shiwamury? A może to twojej księżniczce się teraz dostanie?
 — Zamknij się... — warknął podrywając się z fotela, ale zatrzymał się w pół kroku, gdy Kazuma odbezpieczył rewolwer. — Zostaw ich w spokoju.
— Och, ale ja przecież nic od nich nie chcę. — Endo posłał mu ironiczny uśmiech i również podniósł się z fotela. — Za to na twoim miejscu uważałbym na Hidana.
— Po co ta cała szopka? Co chcesz przez to osiągnąć? — Iwasaki uważnie obserwował  bruneta, gdy ten podszedł do szafki nocnej i zgarnął z niej kluczki do auta.
— Nic konkretnego, Blondyna. Po prostu nadal cię lubię i uprzejmie ostrzegam. — Wzruszył ramionami i wskazał Iwasakiemu drzwi. — Na nas już czas. Podwiozę ci tę leniwą dupę.
— Wsadź sobie te twoje przysługi — warknął Dei, ale zaraz zacisnął szczękę widząc wymierzoną w twarz lufę. — Cholerny sukinsyn.
Zszedł posłusznie na dół i w garażu wsiadł do samochodu Kazumy. Endo przez całą drogę nie odezwał się już słowem, więc Iwasaki też siedział cicho, rzucają co chwilę spojrzenia w stronę broni leżącej na kolanach bruneta. Wiedział, że nie ma co próbować jej zabrać. Kazuma miał refleks Kiby i inteligencję Uchihy. Możliwe nawet, że był od Bestii cwańszy. Tak czy inaczej Deidara był pewien, że widzi jego ukradkowe spojrzenia i jest gotowy zareagować w każdej chwili. Wiedział, że stary mentor nie wierzył w jego wyrośnięcie z głupich pomysłów. I to całkiem słusznie, chociaż tym razem nie miał zamiaru żadnego wykorzystywać.
Endo zatrzymał się pod budynkiem sąsiadującym z Kakuregą, co mocno zaniepokoiło Deidarę. Zdenerwował się jeszcze bardziej, kiedy elektryczne zamki w drzwiach się otworzyły, a Kazuma zaciągnął ręczny.
— Do bazy chyba już trafisz, Blondyna. — Posłał chłopakowi przebiegły uśmiech i kiedy ten zatrzasnął za sobą drzwi, opuścił szybę. Iwasaki sprawnie złapał rzuconą w niego broń i schował ją do kabury przy pasku. — Pamiętaj, Dei. Wiemy o was wszystko. Nawet nie zdajesz sobie sprawy, kiedy cię obserwujemy. Kiedy obserwujemy was wszystkich.
— Dlaczego to robisz? — Iwasaki spróbował po raz ostatni zmusić go do gadania, ale Endo jedynie uśmiechnął się tajemniczo i  kiwnął głową w stronę uliczki obok Kakuregi.
— Idź, Deidara. Twoja blondyneczka pewnie na ciebie czeka. — Wrzucił bieg i spuścił ręczny, po czym po raz ostatni spojrzał na chłopaka. — Szkoda by było zobaczyć jej piękną twarzyczkę we krwi, nie uważasz? — wyszczerzył się złowieszczo i mrucząc pod nosem zamknął szybę. Jednak Deidara zdążył usłyszeć jego ostatnie słowa, które jeszcze bardziej namieszały mu w głowie. — Wygląda zupełnie jak matka...
Niczego nie świadomy Kazuma włączył się do ruchu, zostawiając blondyna samego sobie. Deidara zdał sobie wtedy sprawę z tego, że najgorszy w tym wszystkim był jeden fakt. Śledzono ich, a oni niczego nie zauważyli. Ba, nawet nie przeczuwali zagrożenia.

***

Gdy Yumi zeszła do piwnicy, siedzieli tam już wszyscy poza Naruto. Dziewczyna rzuciła Nateko pytające spojrzenia, ale ta jedynie wzruszyła rękami, zaraz wracając do grzebania w telefonie. Blondynka przysiadła na kanapie obok niej i pobieżnie przejechała wzrokiem po zebranych. Neji siedział na kręconych schodach, a Kiba razem z Ichiro zajęli stołki przy barku. Sakura i Sasuke za to stali przed wielką mapą Tokio, zawieszoną na wolnej ścianie, cicho do siebie szeptając.
Sasaki nie podobała się ciężka atmosfera panująca w pomieszczeniu. Przeszkadzała jej głównie dlatego, że nie była wywołana śmiercią Lee, ale spięciami związanymi z Deidarą i Hinatą. Osobiście nic do dziewczyny nie miała i nie potrafiła zrozumieć, dlaczego Uchiha tak zaciekle chciał się jej pozbyć. Mimo wszystko Hyuga sporo przeszła i jak każdy w tej organizacji zasługiwała na szansę.
Jej rozmyślania przerwał Uzumaki, który zszedł powoli po schodach. Sasaki zauważyła, że wyglądał o wiele lepiej niż w czasie ich kłótni, ale oczy nadal miał strasznie podkrążone.
— Sory za spóźnienie — rzucił do zebranych i usiadł na kanapie u szczytu stolika.
— Nic nowego. — Nateko podała mu mapkę nawet nie podnosząc oczu znad komórki. — Dzisiaj ty gadasz.
— Dobra to przejdźmy do rzeczy. Na początek może skład. — Odetchnął głęboko i rozejrzał się po zebranych. — Wiecie, co się ostatnio dzieje w organizacji. Każdy oskarża każdego, a kret i tak jest bezkarny. Nie chciałem, żebyśmy przez to wszystko zawalili kolejną akcję, więc zebrałem tu najbardziej zaufanych ludzi. Co prawda wiemy, że Yumi i Yoru były na celowniku, ale Shiki, nie moim.
— Konkrety, Uzumaki — burknęła szatynka, rzucając mu ponaglające spojrzenie.
— Dobra, już dobra. — Uniósł ręce w geście kapitulacji, by zaraz rozłożyć mapkę na blacie. Reszta zdążyła rozsiąść się na kanapach tak, by mieć na nią wystarczający widok. — Musimy znaleźć tego cholernego kreta i się go pozbyć. Za trzy dni w dzielnicy portowej pojawi się facet, który powinien mieć wystarczające informacje na temat tego zdrajcy. Musimy gościa sprzątnąć żywcem i to po cichu, żeby Hyuga nie zdążył ogarnąć sytuacji.
— Jaką mamy gwarancję, że już o tym nie wie? — Uchiha śledził wzrokiem rozkład ulic, zapamiętując kolejne strategiczne punkty.
— Żadną — burknęła Nateko nieco ostrzej niż zamierzała, ale od czasu kłótni w barze nie potrafiła zwracać się do Sasuke z sympatią. — Pięćdziesiąt na pięćdziesiąt, Uchiha. Tak jak zwykle.
— Dlatego jadą sami pewni ludzie. — Naruto podjął na nowo objaśnienia planu. — Do jednego wozu trafia Kiba, Yumiko, Sakura, Sasuke, Neji i Ja. Inuzuka wyrzuca nas na rogu ulic piątej i trzeciej, żeby razem z Yumi zaszyć się na podziemnym parkingu przy szóstej. Za to Kagawa i Nateko jadą na starą przystań, skąd Dzika będzie nas informować o potencjalnych zagrożeniach i co ważniejsze nadzorować nasze ruchy, więc macie się jej słuchać kiedy każe wam skręcić w inną uliczkę. — Tutaj rzucił znaczące spojrzenie Sasuke. — Plan polega na tym, że kiedy dopadniemy tego gościa, Wiśnia da znać Duchowi i spotykamy się trzy przecznice dalej. Pakujemy go do wozu i jedziemy do podziemi Wilków. Resztą zajmą się Madara i Itachi.
— O której i gdzie się zbieramy? — Sasaki uniosła wzrok znad blatu, by spojrzeć na dużą mapę, szukając wzrokiem obszaru działania.
— Facet wychodzi z baru zazwyczaj około drugiej, więc musimy tam być pół godziny wcześniej. — Naruto wskazał palcem plac portowy. — Tutaj widzi się SS i ty, Yumi. Ichiro i Yorumi jadą razem ze swojej bazy. Zaczynamy o pierwszej. Wszystko jasne? — Przejechał wzrokiem po twarzach przyjaciół. Każdy kiwnął twierdząco głową, więc zwinął mapkę i oddał ją szatynce. — W takim razie to wszystko na dzisiaj.

***

— O czym tak rozmyślasz? — Naruto usiadł na ławce obok Hinaty. Dziewczyna była na dziedzińcu już dłuższą chwilę i ze szkicownikiem na kolanach wpatrywała się w szumiące korony drzew, stojących na środku placu. Blondyn wypatrzyła ja przez okno w pokoju klubowym i natychmiast wyszedł z pomieszczenia bez słowa.
— Nie wiem — mruknęła automatycznie, by po chwili potrząsnąć lekko głową i spojrzeć na blondyna. — Po prostu nie wiem, co o tym wszystkim myśleć.
— A konkretniej? — Oparł ręce za plecami na skraju siedzenia i zwrócił wzrok na bezchmurne niebo. — Chodzi o mnie, gang, twojego ojca, czy ciebie?
— Chyba wszystko po trochu. — Spuściła wzrok na swoje dłonie. — Cały czas nie mogę uwierzyć w to, że tyle czasu mnie okłamywali.
— Na moją prośbę — napomknął patrząc na dziewczynę katem oka. — To był jedyny warunek. Nikomu nic nie mówić.
— Ale tu chodziło o mojego ojca — upierała się, ponosząc na niego wzrok. — Mogli mi zaufać. Mimo to robili ze mnie idiotkę.
— Chronili cię. — Uzumaki spojrzał Hyudze prosto w oczy. — Nie chcieli, żebyś przechodziła przez to kolejny raz. Próbowali oszczędzić ci tego, co sami przechodzą za każdym razem, gdy spotykają osoby z przeszłości.
— To nie jest usprawiedliwienie. — Nie spuściła wzroku, chociaż widział, jak dużo ją to kosztowało. — Zresztą dlaczego Ten zabroniła mi się z tobą spotykać?
Teraz to Uzumaki spuścił wzrok. Wiedział, że z boku wyglądało to tak, jakby Suzuki ratowała tyłek sobie, Nejiemu i Lee, ale w gruncie rzeczy robiła wszystko, żeby Hinata została w bańce, którą we trójkę jej stworzyli po ucieczce od Hiashiego. Yari nie chciała jej zapoznawać z głównym prowodyrem krucjaty przeciw jej ojcu, bo bała się, że dziewczyna tego nie zniesie. Bała się, że koniec końców ulegnie siostrze i wróci do rodziny, przestraszy się.
Westchnął głęboko i po dłużącej się ciszy ponownie spojrzał Hyudze w oczy. Miała prawo wiedzieć.
— Ten i Neji... — Przez chwilę zastanawiał się jak ugryźć temat. — Bali się, że jeśli do nas dołączysz, będziesz się za wszystko obwiniać. Konoha to tak naprawdę zbieranina ludzi, którzy zostali przez twojego ojca w jakiś sposób skrzywdzeni. Nie chcieli, żebyś patrząc na tych ludzi, dzień w dzień zastanawiała się, czy nienawidzą cię równie mocno, co Hiashiego.
— A nie tak właśnie jest? — wyszeptała, w końcu spuszczając wzrok.
— Hej. — Złapał w palce jej podbródek i zmusił, żeby na niego spojrzała. — Żadne z nas nie obwinia cię za grzechy twojego ojca. Hiashi, to Hisahi. Ty, to ty. Każdy to rozumie, nawet jeśli za tobą nie przepada. Bo widzisz, w naszym gronie już tak jest, że stare rany nadal żyją, ale każdy zdaje sobie sprawę z tego, że nie mają znaczenia. Nie ważne jak bardzo by oskarżali się nawzajem, każde z nich wie, że to tak naprawdę mechanizm obronny, pozostałość po przeszłości. Dlatego nie powinnaś przejmować się słowami Gaary, czy Sasuke. Oni po prostu nie potrafią pozbyć się starych przyzwyczajeń i pretensji. Ta niechęć z czasem zniknie.
— Jak ty to robisz? — wyszeptała nieśmiało i zerkając na niego kątem oka z bladym uśmiechem na ustach.
— Jak robię, co? — Wyszczerzył się do niej, mrużąc zabawnie oczy.
— Zjednujesz sobie ludzi i sprawiasz, że wszystkie wątpliwości znikają. Zupełnie jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.
— Po prostu jestem sobą, Hinata. — Ujął jej dłoń i delikatnie zacisnął na niej palce. — I chcę, żebyś pamiętała, że Konoha to ludzie, między którymi ty też powinnaś być sobą. Z czasem może się okazać, że to jedyna rodzina, pośród której naprawdę możesz to zrobić.

***

— Jak sytuacja? — Głos Naruto był nieco zniekształcony przez odbiornik radiowy.
— Cisza. Po prostu jak makiem zasiał — mruknęła szatynka, ze znudzeniem przejeżdżając wzrokiem po okolicy.
Razem z Ichiro zajęli już swoją pozycję i od dobrych dwudziestu minut siedzieli bezczynnie w otwartych, tylnych drzwiach furgonetki. W tym czasie nawet mysz nie przemknęła przez portowy parking, co nieco zaczynało grać Dzikiej na nerwach. Było za spokojnie.
— Super, bo akurat mamy małą zmianę planów. — Uzumaki zdawał się nie być z tego zadowolony. — Facet zmienił dzisiaj bar na jeden z tych położonych bliżej was. Kieł i Duch będą u was za jakieś pięć do dziesięciu minut.
— Świetnie, koniec ciszy i spokoju — burknął brunet, ale wstał i przesiadł się na fotel kierowcy, żeby włączyć GPS-a i namierzyć drugi wóz.
— Dobra, Fukuro ich znajdzie. — Nateko wstała i przeciągnęła się. — Widzimy się w bazie. — Rozłączyła się i wyciągnęła z kieszeni paczkę papierosów. Z niechętnym burknięciem wyciągnęła ostatnią fajkę, rozglądając się za koszem na śmieci. — Te, pedale?
— Hę? — Nawet na nią nie spojrzał, nadal grzebiąc w urządzeniu.
— Idę zapalić — zameldowała, leniwym krokiem ruszając w stronę rogu ulic, gdzie dostrzegła śmietnik.
W następnej chwili na raz zdarzyły się trzy rzeczy. Na parking skręcił drugi samochód. Nagle rozległ się przerażający huk, a Nateko poczuła mocne uderzenie w momencie, w którym odwróciła się w stronę jego źródła. Dziewczyna bezwiednie przeleciała kilka metrów, boleśnie ładując na betonie, szeroko otwartymi oczami wpatrując się w płomienie, które w zastraszającym tempie pochłaniały furgonetkę.
Obecność Inuzuki zarejestrowała dopiero wtedy, gdy chłopak spróbował ją podnieść, jednak zaprzestał prób w chwili, w której jęknęła z bólu łapiąc się za rękę. Upadła całym ciężarem na lewe ramię, skąd teraz rozchodziły się fale obezwładniającego bólu.
Dzwonienie w uszach coraz wyraźniej uświadamiało jej, co przed chwilą miało miejsce. Z przerażeniem wpatrywała się w płomienie. Nawet nie poczuła rąk Yumi na swoich ramionach. Nie widziała Kiby próbującego podejść do auta, by wyciągnąć Kagawę z wraku. Wiedziała, że to na nic. Wpatrywała się w furgonetkę, czując jak łzy powoli płyną po brudnych policzkach. Inuzuka nie miał szans podejść choćby metra bliżej. To już był koniec.
Cała trójka bezradnie wpatrywała się w ogień, dopóki nie rozbrzmiały syreny straży pożarnej. Kieł w jednej chwili odzyskał rezon na tyle, by zawrócić do dziewczyn i pomóc im wsiąść do wozu. Ruszył z piskiem opon i zaciskając dłonie na kierownicy pędził ulicami Tokio do szpitala.
Sasaki w tym czasie zadzwoniła do Naruto, próbując zobrazować Uzumakiemu sytuację pomiędzy napadami szlochu i prosząc, żeby jak najszybciej znaleźli się u Tsunade. Nateko za to siedziała skulona przy ścianie i wbijała palce w ranną rękę, zupełnie nie czując bólu fizycznego. Śmierć Ichiro krok po kroku przedostawała się do jej świadomości powodując narastanie wyrzutów sumienia i rozpaczy powoli przejmującej jej umysł.
Nie wiedzieli tylko, że czujne oczy wroga z satysfakcją przyglądały się ich ruchom.

Od autorek: Ohayo minna :3 
Żyjemy xD Mamy się nawet całkiem dobrze jakby ktoś pytał :p
Oddajemy w wasze rączki kolejny rozdział i mamy nadzieję, że się wam spodoba.
Trochę nas nie było, ale nie martwcie się, to nie oznacza, że o was zapomniałyśmy ;) Natłok obowiązków trochę uniemożliwił nam pracę, jednak teraz jest już lepiej. Przynajmniej dopóki nie będziemy mieć na głowie egzaminów ;/ ahhh to  szkolne życie ~(-.-)~
Postaramy się spiąć poślady, żeby jeszcze jeden rozdział zawitał przed zawieszeniem bloga na czas czerwca z wyżej wymienionych powodów. Także trzymajcie kciuki ^^ I nie martwcie się, od lipca ruszamy pełną parą z kolejnymi rozdziałami ^^
To tyle na dzisiaj.
Życzymy wam miłego dnia i widzimy się już niedługo. <3
Pozdrawiamy
Yoru&Yumi