music

wtorek, 25 lipca 2017

4.Chwila Oddechu


„Oto właśnie chodzi w zaufaniu (...)
Nigdy nie masz pewności.”
~Lauren Oliver~

Deidara położył dłoń na klamce i odetchnął głęboko. Zza drzwi dochodziły do niego ich głosy i przytłumione śmiechy. Chciał spróbować, musiał, ale to go przerastało. Nie potrafił w tak perfidny sposób ich okłamywać i zwodzić, obserwując jednocześnie każdy ich ruch. W taki sposób traktował wrogów, nie bliskie mu osoby. Dziewczyny były niewinne, wiedział to.
        Zacisnął zęby i zdecydowanym ruchem otworzył drzwi. W tym momencie na jego osobę skierowały się dwie pary różnych tęczówek. Blondyn zawahał się na moment zanim podniósł wzrok na swoją dziewczynę. Yumi wiedziała, że coś jest nie tak, był tego pewny. Wpatrywała się w niego ze zmarszczonym czołem i niemym pytaniem w oczach. Poczuł dziwny dyskomfort, więc przerzucił wzrok na Nateko. Szatynka zmrużyła oczy do wąskich szparek i utkwiła w nim ostre spojrzenie. Zrozumiał, że to Kiba miał w tej sprawie bardziej pod górkę.
— Hej — wymruczał, zamykając przy tym drzwi. — Yoru, Kiba czeka na ciebie, na dole.
— Mówiłam mu, że wrócę później metrem. — Dziewczyna zmierzyła go chłodnym wzrokiem.
Nic, dosłownie ani jeden szczegół w jego zachowaniu nie wydawał się jej być naturalny. Przygaszony, wręcz załamany budził w niej złe przeczucia. Zresztą nie tylko Yorumi miała takie wrażenie. Yumiko również świdrowała wzrokiem swojego chłopaka, próbując z jego postawy wywnioskować cokolwiek. Iwasaki bardzo rzadko tak uporczywie unikał jej wzroku.
       — Mówił, że musi z tobą o czymś pogadać. — Nateko prychnęła pod nosem, ale podniosła się z beżowej kanapy i przytuliła przyjaciółkę. Ruszyła w stronę drzwi, przystając na chwilę obok chłopaka.
— Nie wiem, co tym razem odwaliliście, ale nie kombinuj Dei. — Po tych słowach wyszła z mieszkania zostawiając przyjaciół samych.
— Więc? — Yumiko w końcu postanowiła podnieść się z siedzenia. Posłała Deidarze ponaglające spojrzenie, kładąc przy tym ręce na biodrach. — Cos się stało?
— Wszystko w porządku. — Iwasaki odwrócił się, żeby odwiesić kurtkę na wieszak, jednocześnie uciekając od jej wzroku. — Nie masz się czym martwić.
     — Deidara, czy ja ci wyglądam na słodką idiotkę z zerowym ilorazem inteligencji?! — warknęła, szybkim krokiem podchodząc do blondyna. Pociągnęła jego ramię, zmuszając tym chłopaka do stanięcia z nią twarzą w twarz. Zacisnął pięści, jednak odwrócił się i utkwił wzrok w jej niebieskich tęczówkach. Nie wiedział od czego miał zacząć. Już zbyt wielu kłamstw się nasłuchała, za dużo przez nie nacierpiała. Nie mógł zrobić jej tego samego. Obserwował tylko jak furia w jej pięknych oczach rośnie z każdą kolejną sekundą milczenia.
        — Deidara, co się stało? — Zacisnęła dłonie na materiale jego koszulki.
        — Powiedziałem przecież, że nic! — Natychmiast zamilkł i otworzył szeroko oczy. Jeszcze nigdy nie podniósł na nią głosu. Nie rozumiał swojej reakcji, ale wiedział, że to był poważny błąd. Utwierdziły go w tym łzy, które zaczęły wypełniać jej oczy, by po chwili spłynąć po policzkach. Blondynka wypuściła z rąk szary materiał i z szokiem wymalowanym na twarzy, cofnęła się o krok
— Yumi, ja... — Ruszył w jej stronę, jednak dziewczyna natychmiast się cofnęła. Szok szybko zastąpiło rozczarowanie, a zaraz po tym złość. Sasaki prychnęła gniewnie i odwróciła się na pięcie, kierując swoje kroki do sypialni. Zatrzasnęła za sobą drzwi zostawiając Deidare w salonie zupełnie samego.
       Chłopak przez kilka minut wpatrywał się w jasne drewno, próbując ogarnąć mętlik w głowie. Powoli dochodziła do niego świadomość, że po raz kolejny zranił ją brakiem zaufania. Po raz kolejny uznał, że nie powinna o czymś wiedzieć, a ona zdawała sobie z tego sprawę. Zacisnął pięści i uderzył z całej siły w komodę, na której stał telewizor. Ten niebezpiecznie zachybotał się na nóżce, jednak pozostał na swoim miejscu. Deidara nie zwrócił na to uwagi i pewnym krokiem ruszył do ich pokoju. Nie zamierzał po raz kolejny uciekać przed problemem. Nie, jeśli chodziło o Yumiko. Mimo to zatrzymał się przed drzwiami z uniesioną nad klamką ręką. Była to jednak tylko chwila zwątpienia, po której nacisnął delikatnie metalową rączkę i wślizgnął się po cichu do pomieszczenia.
     Sasaki leżała na łóżku odwrócona tyłem do wejścia. Okno nad meblem zostało przysłonięte, przez co po zamknięciu drzwi w pomieszczeniu zapanował półmrok. Sytuacji nie poprawiały też rozmiary pokoju, w którym ledwo mieściło się podwójne łóżko, dwa stoliki nocne i duża przesuwna szafa. Deidara westchnął ciężko i podszedł do posłania, ostrożnie siadając na brzegu materaca.
       — Yumi? — Zaczął cichym głosem przybliżając się przy tym do dziewczyny. — Wiem, że nie spisz. Porozmawiaj ze mną.
      — Nie mamy o czym — burknęła w poduszkę, bardziej opatulając się kocem.
       — Wiem, że jesteś wściekła, pewnie zawiedziona też, ale...
      — Amerykę odkryłeś. — Skuliła się na posłaniu, dalej uparcie wpatrując się w jasne panele. — Ale to nie zależy ode mnie. — Kontynuował zaciskając przy tym dłonie na kołdrze, z której Yumiko zsunęła koc.
       — Właśnie, że od ciebie. — Podniosła się gwałtownie do siadu i obróciła tak, żeby jej oczy, były na równi z jego. — To ty decydujesz, czy mi ufasz, czy nie, jakbyś jeszcze tego nie zauważył.
       — Ale to nie tylko mnie dotyczy, Yumi — wycedził przez zęby, wpatrując się w  niebieskie tęczówki. — To sprawa całej rodziny, wszystkich tych ludzi. Nie ja o tym decydowałem, nie ja chciałem cię okłamywać, nie ja ci nie zaufałem.
     — A właśnie, że to zrobiłeś. — Uparcie wpatrywała się w oczy blondyna próbując nie zawracać uwagi na ukłucie bólu, jakie pojawiło się na myśl, że nie została uwzględniona w rodzinie, do której należała. — Zadecydowałeś, okłamałeś mnie. Nawet teraz, kiedy próbujesz mnie przeprosić w ten swój pokręcony sposób, nie mówisz mi prawdy. Nie ufasz mi, Deidara.
        — Ufam ci, Yumi. Po prostu...
        — Po prostu co? — warknęła zaciskając dłonie na jego koszulce.
      — Mamy kreta. — Zrezygnował. Nie mógł dalej tego ciągnąć. Musiał jej o tym powiedzieć. Udawanie było bez sensu i prowadziłoby tylko do kolejnej kłótni.
       Yumiko zastygła w bezruchu, szukając w jego oczach jakiegoś fałszu, cienia żartu. Nie było go tam, a ona nie była głupia. Zdawała sobie sprawę z tego, że jeśli Deidara nie chciał jej o niczym powiedzieć, to ona była podejrzana. Co więcej, nie była w tej sytuacji sama. Świadomość, że także Yoru jest na celowniku dotarła do niej dosłownie kilka sekund po pierwszym stwierdzeniu. I wiedziała, że nie tylko o nie dwie chodzi.
       — Kto jeszcze? — zapytała wpatrując się w przestrzeń za plecami chłopaka.
       — Co takiego?
       — Kto jeszcze jest podejrzany? — Ponownie zwróciła oczy ku niemu.
    Pełne desperacji spojrzenie podziałało na niego jak kubeł zimnej wody. Odetchnął głęboko i złapał dłonie dziewczyny odciągając je od swojej koszulki.
      —Ty, Yoru, Matsu, Satoshi, Matsuri i Ichiro. — Spuścił wzrok zaciskając zęby na myśl o braku zaufania względem nich. — Shikamaru wyznaczył ludzi, których nie możemy być pewni. Na nic były protesty moje, czy Kiby. Madara i Gaara też nic nie zdziałali, chociaż Uchiha nawet nie zdążył spróbować. Wiem, że Naruto nie czuje się z tym dobrze, znam go. Jest mu ciężko, ale on nadal pamięta braci Shiwamura. Nadal obwinia się za wszystko, co było ich udziałem, kiedy należeli do Konohy. Nie potrafi się przemóc i na ślepo uwierzyć, że nie mamy żadnego szpiega w szeregach. Nawet ja w to nie wierzę, po tym, co powiedział nam Nara. Ale jedno wiem na pewno. Ty, Yoru i Matsuo nie jesteście zdrajcami. Znam was za długo. Nie wiem tylko, które z pozostałej trójki jest tak wielką szują.
       Sasaki przez chwilę się nie odzywała, by zaraz nieco spokojniejsza przytulić się do Deidary. Blondyn bez słowa przyciągnął ją bliżej siebie, wiedząc że dziewczyna potrzebowała chwili na przetrawienie sytuacji. Zresztą nie tylko po to, bo znał ją na tyle dobrze, by wiedzieć, że trybiki w jej mózgu już zaczęły pracować. Sasaki w końcu wzdrygnęła się i odsunęła od chłopaka, żeby widzieć jego twarz.
     — Ale ja chyba wiem. — Popatrzyła na niego z niedowierzaniem, gdy uświadomiła sobie kilka faktów. — I jeśli się nie mylę, mamy poważny problem.

~*~

         Po południu blondynka wyszła z mieszkania zostawiając Deidarze kartkę na stoliku nocnym. Gdy już wszystko sobie wyjaśnili, blondyn zasnął, a dziewczyna nie miała serca go budzić. Nie mogła jednak przestać myśleć o potencjalnym krecie i zamiast pójść w ślady blondyna, wyszła pospacerować po mieście. Sama nie wiedziała, kiedy nogi zaniosły ją pod mieszkanie Nateko. Nie była pewna, czy przyjaciółka czasem jeszcze nie śpi, patrząc na to, że Kiba ją odwoził. Sasaki była pewna, że Dzika wyciągnęła od niego wszelkie informacje. Pokręciła się jeszcze chwilę przed klatką, by ostatecznie wejść do środka i wczłapać się na drugie piętro.
         Yorumi mieszkała na starym osiedlu, które szczyciło się złą sławą. Można tam było znaleźć typa spod każdej ciemnej gwiazdy. Wystarczyło tylko wiedzieć, gdzie szukać. Yumiko doskonale zdawała sobie sprawę, kiedy się tam zapuszczać, a kiedy lepiej ratować tyłek. Jako, że nocą dzielnica tętniła życiem, o tej porze dnia na ulicy można było spotkać niewielu ludzi i to zazwyczaj garstkę tych prowadzących życie w miarę zgodne z prawem.
          Przeszła do końca korytarza z odrapanymi z farby ścianami w brzydkim, żółtym odcieniu i zaczęła dobijać się do masywnych, zupełnie nie pasujących do otoczenia drzwi. Miała zamiar już zrezygnować, gdy usłyszała ruch po drugiej stronie, a zamki po chwili zaczęły odskakiwać. Yorumi uchyliła drzwi, czujnie przypatrując się przybyszowi, jednak, gdy tylko zobaczyła blondynkę, prychnęła gniewnie i rozwarła je na oścież.
       — Ładnie to tak wparowywać do ludzi w środku nocy? — Rzuciła przyjaciółce pełne wyrzutu spojrzenie. Yumiko zmierzyła ją wzrokiem i prychnęła zauważając strój szatynki.
          — Nocy? Jest piętnasta. I to nie moja wina, że nie spałaś wtedy, kiedy powinnaś. — Posłała jej wymowne spojrzenie, widząc że Nateko ma na sobie ulubiony t-shirt Inuzuki z nadrukiem Gunsów. — Czy ty w ogóle wiesz, do czego służy noc i własne mieszkanie? Jednego dnia bez siebie nie potraficie wytrzymać?
         — O co ci chodzi? — Dziewczyna skrzyżowała ręce na piersiach. — Przecież jestem sama.
            — A to białe, kudłate, co właśnie trąca cię nosem po nogach, to czyje? — Yumiko posłała jej tryumfalny uśmiech i wparowała do środka, głaskając Akamaru po łbie.
         — Zdrajca — fuknęła Yorumi, zatrzaskując drzwi, by zaraz zakluczyć wszystkie cztery zamki. — Można wiedzieć, co cię tu przywiało tak wcześnie?
            — Musimy pogadać. — Sasaki weszła do pierwszego pokoju na prawo, by zaraz prychnąć z irytacją i zmierzyć leżącego w łóżku szatyna pogardliwym spojrzeniem. — Od kiedy pozwalasz zwierzętom spać w swoim łóżku?
            — To zwierze może cię zaraz nauczyć latać, krasnalu. — Kiba wskazał na otwarte okno, podnosząc się do siadu.
           — Zabawki erotyczne nie gadają, więc z łaski swojej stosuj się do tej reguły. — Blondynka odwróciła się na pięcie i przeszła do kuchni, gdzie Nateko grzebała w szafkach, w poszukiwaniu cappucino. — Mogłabyś to chociaż trzymać na smyczy. Jeszcze kogoś ugryzie i zarazi swoją głupotą.
              — Daj sobie spokój z rana — mruknęła Yorumi i odwróciła się w stronę drzwi, gdzie stanął Inuzuka. — A ty mógłbyś coś na siebie włożyć.
             — Przecież mam na sobie spodnie.  — Szatyn wyszczerzył się krzyżując ręce na nagiej piersi.
              — Kierunek szafa, michu. — Dziewczyna spiorunowała go wzrokiem.
         — Dobra, już dobra. — Uniósł ręce w geście kapitulacji i zaczął się wycofywać w stronę sypialni. — Tylko zrób mi kawę.
              — Cholerny nudysta — fuknęła Sasaki siadając na krześle.
          — Gadaj, co cię tu przywiało. — Yorumi postawiła przed nią kubek z parującym napojem i sama usiadła po drugiej stronie blatu. — Dei powiedział ci o krecie?
          — Tsa. — Blondynka zmarkotniała, mieszając łyżką w kubku. — Cholernie mi się to nie podoba, ale chyba zaczynam rozumieć, kto to jest.
           — Ja też. — Yorumi zapatrzyła się w okno za plecami przyjaciółki. — Kiba doszedł do takich samych wniosków, kiedy to przegadaliśmy.
              — Tak, jak Deidara.
       — Ta blond ciota się wygadała? — Inuzuka wszedł do małego pomieszczenia i porywając z blatu obok kuchenki kubek, usiadł przy szczycie stołu.
         — I kto to mówi, misiek — wycedziła Nateko, patrząc na swojego chłopaka znad kubka. — Sam śpiewałeś mi jak z nut.
             — Tyle, że ja muszę się mierzyć ze strategiem organizacji — burknął, po czym upił łyk kawy. — Ty z reguły myślisz logiczniej, niż trzy czwarte naszych ludzi.
             — Tyle, że ty jesteś idiotą. — usta Sasaki rozciągnęły się w szyderczym uśmiechu, gdy wygodniej rozparła się na krześle. — Ale czego można wymagać od człowieka, który nie wie, co to system binarny.
              — Sama nie miałabyś pojęcia, gdyby nie Yoru.
          — Nie porównuj mnie do siebie, bezmózgu. Ja przynajmniej swojego używam.
          — Zamknąć się. — Nateko odstawiła z hukiem kubek. — Oboje. Nie mamy czasu na te wasze cholerne przepychanki. Kret jest ważniejszy.
             — Zaraz ci żyłka pęknie, kotek — wymamrotał szatyn, zarabiając przy tym ostre spojrzenie. Wzruszył rękami i podparł głowę na pięści. — Nie patrz tak na mnie. Kret jest ważniejszy, ale to nie znaczy, że mamy zaraz lamentować nad jego obecnością. Zastanów się chwilę, Yoru. Czy gość, który przez blisko cztery lata, jeśli dobrze myślimy, nic nie zrobił, nagle wykona jakiś gwałtowny ruch?
           — Nie o to tu chodzi. — Dziewczyna wywróciła oczami, wiedząc, że w pierwszej części wypowiedzi Inuzuki, jest trochę racji. — Zrobił ruch. Próbował włamać się do bazy danych. Ba, włamał się do niej i tylko dzięki reakcji Nary, nie wykradł tego, czego chciał.
          — Pytanie, dlaczego to zrobił, skoro te informacje nie były przed nim tajone? — Do rozmowy włączyła się blondynka, przy okazji wyciągając z kieszeni telefon. — Dei właśnie wyjeżdża z mieszkania. Macie pół godziny na ogarnięcie się.
        — Przecież impreza zaczyna się za trzy godziny. — Chłopak mimo wszystko wstał i pozbierał kubki, które władował do zmywarki.
             — Drugi koniec prefektury w godzinach szczytu coś ci mówi, ułomie? — warknęła Yumiko posyłając mu zirytowane spojrzenie
           — A było tak miło — burknął i ruszył w stronę sypialni, mrucząc pod nosem przekleństwa pod adresem blondynki.
              — Zawsze do usług, perwersie!
              — Yumi!
             — No co? — Sasaki puściła przyjaciółce oko, wzruszając ramionami. — Obie doskonale wiemy, że to prawda.
              — Dziecinada, po prostu dziecinada — mamrotała Nateko wychodząc z pomieszczenia.

~*~

        Kilka minut po osiemnastej, Deidara wjechał do starego budynku, będącego niegdyś wielopoziomowym parkingiem, teraz służącym za tor rajdów samochodowych, których organizatorem była Konoha. Blondyn skierował pojazd na pierwszy poziom, skąd dochodziła ostra muzyka i chwilę po tym wjechał na oświetlony parking, będący po brzegi wypełniony ludźmi i samochodami. Tłum, widząc kolejny pojazd, zrobił miejsce na środku, dzięki czemu Deidara mógł spokojnie podjechać do punktu kontroli, gdzie siedziała reszta ekipy. Po drodze minęli bar, za którym uwijała się Matsuri i pilnujący jej od kilku godzin Neji. Naruto stwierdził, że skoro już ktoś ma to robić, najmniej podejrzana będzie obecność szatyna.
         Dalej przy linii startu pokiwał im Matsuo. Rudzielec siedział za drewnianym stołkiem i zbierał zakłady. Na niego oko miał Kankuro, który pod pretekstem wyłapywania jego przekrętów z pieniędzmi, dokładnie obserwował ludzi, z którymi rozmawiał Kikkawa.
Iwasaki zaparkował zaraz obok samochodu, którym Nara przyjechał dla Kiby w ramach wyścigu.
          — Dobra. — Deidara wyjął kluczyk ze stacyjki i odwrócił się do dziewczyn. — My idziemy pogadać z Shikamaru, a wy idźcie poszukać tego waszego informatora. I spodziewajcie się wizyty Naruto. Stwierdził, że chce z wami pogadać na osobności.
              — Wyłaź już cioto, a nie ględzisz tyle tą gębą. — Inuzuka czekał już na zewnątrz, posyłając im ponaglające spojrzenie. — One doskonale wiedzą, co mają robić
           — Spieprzaj do budy, psiarzu. — Iwasaki wyszedł z auta, pokazując chłopakowi środkowy palec. — A wy uważajcie na siebie. On też się tu dzisiaj kręci.
            Dziewczyny skinęły mu głowami i po chwili każdy z nich poszedł w swoją stronę.

*

          Dziewczyny od piętnastu minut kręciły się po parkingu, zaczepiając kolejne osoby, ale nikt nie widział chłopaków, co powoli zaczynało grać im na nerwach.
              — Ten cholerny dupek miał tu być przed nami. — Yorumi wyciągnęła telefon, szukając numeru przyjaciela. — Jak tylko dorwę go w swoje łapy, to nogi mu powyrywam z tej parszywej dupy.
        — Yoru, spokojnie. — Yumiko, znudzona sytuacją i narzekaniami przyjaciółki, rozejrzała się wokół i ruszyła na powrót do baru, siłą ciągnąc tam szatynkę. — Za dziesięć minut zaczyna się wyścig, a wtedy muszę być na starcie. Potem go poszukamy.
              — I tak go ukatrupię — burknęła Nateko, mimo to posłusznie idąc za blondynką.
          Sasaki tylko wywróciła oczami. Wiedziała, że Dzika stęskniła się za starym przyjacielem i to był główny powód jej irytacji. Sama też tęskniła za bratem, ale wiedziała, że Hiro jakoś do nich Kenjiego przywlecze, nie ważne co. Zaciągnęła Nateko do baru i poprosiła Nejiego o szklankę whisky dla dziewczyny, żeby ta się uspokoiła, a dla siebie słabego drinka. Usiadły tyłem do uwijających się przyjaciół i obserwowały, jak Matsuo zgarnia coraz więcej kasy. Większość ludzi stawiało na chłopaków z ich gangów, ale znaleźli się też zieloni, pewni wygranych swoich kumpli.
            Yorumi z rozbawieniem przyglądała się Kikkawe, który z kpiną w oczach przygarniał ładne sumki. Oboje wiedzieli, że to Ichiro wygra całą imprezę. Może i nie integrował się za bardzo z ludźmi, był kompletnym samotnikiem i takie imprezy grały mu na nerwach, ale za kółkiem zawsze był zupełnie poważny. Była to cecha, której brakowało Kibie i Deidarze, dlatego zawsze obchodzili się smakiem. Kagawa miał po prostu talent i wiedział jak z niego korzystać.
            Ich rozmyślania przerwało pojawienie się na horyzoncie blond czupryny. Naruto przysiadł obok szatynki, nie rzucając jej ani jednego spojrzenia. Kiba powiedział mu, że nie dali rady i przekazał podejrzenia całej czwórki. Uzumaki doskonale zdawał sobie sprawę, ile racji się w nich kryło, dlatego nie potrafił spojrzeć dziewczynom w oczy.
               — Co tam? — Yumi nie odrywała obojętnego wzroku od samochodów, co rusz przejeżdżających linię startu, kiedy uczestnicy kwalifikowali się do finału. Naruto wyraźnie wyczuł urazę w jej głosie.
          — Masz nam coś do powiedzenia? — Yorumi wlepiła w niego ostre spojrzenie, na co wzdrygnął się nieprzyjemnie. Zastanawiał się, jakim cudem Inuzuka wytrzymywał jej wzrok, kiedy zrobił coś głupiego.
           — Ja... — Zaczął niepewnie, ale przerwał i westchnął ciężko, przywołując na twarz delikatny uśmiech. — Przepraszam. To nie tak, że wam nie ufam. Nie chciałem ryzykować.
         — A jednak — mruknęła blondynka, wpatrując się w szklankę z alkoholem.
          — Tsa, a jednak — powtórzył ponuro, skupiając wzrok na własnych rękach.  — Wiem, że pewnie jesteście wściekłe, ale gdyby sytuacja sprzed sześciu lat się powtórzyła...
            — Wiemy — burknęła Sasaki, przerywając mu i zsunęła się ze stołka barowego. — A teraz wybacz, ale chce zamienić słowo z Deiem przed wyścigiem. Zresztą jestem potrzebna na starcie.
         Blondynka wmieszała się w tłum nie rzucając Uzumakiemu choćby jednego spojrzenia. Chłopak westchnął ciężko, chowając twarz w dłoniach. Pochylił się opierając łokcie na kolanach i spojrzał z ukosa na Yorumi.
              — Nienawidzi mnie, prawda?
        — Powiedziałabym raczej, że jest urażona. — Dziewczyna również spojrzała na niego kątem oka, jednak tym razem, o wiele łagodniej niż poprzednio. — Wiesz, że brak zaufania jest potężnym ciosem, szczególnie wtedy, kiedy tyle razy było się okłamywanym i pomijanym.
       — A ty? — rzucił, po czym wyprostował się i parsknął nerwowym śmiechem. — Zastanawiam się, dlaczego nadal nie dostałem w twarz.
         Nateko prychnęła gniewnie, jednak zamilkła kierując wzrok w stronę mety, gdzie Yumiko zawiesiła się właśnie na Deidarze. Chciała powiedzieć Uzumakiemu, że jej to po prostu nie ruszyło, chciała znowu pokazać, że nic nie jest w stanie jej dotknąć. Ale nie tym razem. Ta sytuacja ją zabolała, a twierdząc inaczej, zadałaby taki sam cios Naruto. A tego zrobić nie potrafiła. Po dłuższej chwili namysłu, wybrała najprostszą w tej sytuacji drogę. Prawdę.
          — Wiem, dlaczego to zrobiłeś. — Wlepiła w niego swój przenikliwy wzrok, co tym razem blondyn ze spokojem odwzajemnił. — To nie znaczy, że nie jestem zła. Jestem wściekła, tak samo, jak Yumi. Nie mam jednak prawa uderzać w kogoś, kto chroni coś, co kocham. Nie, kiedy to ty jesteś tą osobą. — Odwróciła wzrok, gdy na jego twarz wypłynęło niezrozumienie. Zsunęła się ze stołka i jednym haustem wypiła resztę alkoholu. — Dużo ci zawdzięczamy, Uzumaki. Nie zapominaj o tym.
          Po tych słowach wmieszała się w tłum, brnąc uparcie w stronę linii startu. Naruto patrzył na nią jeszcze przez chwilę, po czym utkwił wzrok w rudzielcu, którego zdzieliła po drodze w głowę. Zaśmiał się pod nosem na myśl o niewyparzonej gębie Kikkawy, jednak mina zaraz mu zrzedła. Matsuo, kolejny błędny trop. Doskonale zdawał sobie z tego sprawę, ale nie mógł zaryzykować. Dziewczyny o tym wiedziały i uświadomiły mu, że rozumieją, nawet jeśli nie chciały z nim rozmawiać.
         Potrząsnął głową i odwrócił wzrok w drugą stronę. Od kilkunastu minut nie widział nigdzie Itachiego, a to znaczyło, że i jego cel gdzieś się zwinął. Blondyn przeczesał wzrokiem cały parking, ale nigdzie nie zobaczył tej osoby. Gdy skierował spojrzenie na wjazd, zobaczył wchodzącego nań Uchihę. Łasica zatrzymał się pod ścianą i rozejrzał po tłumie, wyłapując spojrzenie Uzumakiego. Pokiwał przecząco głową, na co Naruto zmarszczył brwi. Skinął Itachiemu głową i wskazał na linię startu samemu również ruszając w tym kierunku. Kret zaczynał zwracać na siebie uwagę, choć prawdopodobnie zrozumiał, że jest obserwowany.

*

        Uzumaki doszedł na miejsce chwilę przed Łasicą, zatrzymując się przy stoliku z zakładami, gdzie Matsuo pakował do plecaka zebraną pulę pieniędzy. Blondyn nie chciał wiedzieć, po co to robił, ale miał pewność, że znowu wywoła zamieszanie. Kierowcy zaczynali gromadzić się przy samochodach, pierwsza trójka ustawiła się już na starcie, a Sasaki trzymała już w rękach flagę. Naruto zauważył, że na imprezie pojawił się Madara, który w tamtej chwili był zajęty rozmową z nią i Nateko. Uchiha machnął tylko ręką, gdy zauważył blondyna i na powrót wdał się w tę słowną potyczkę. Naruto parsknął ze śmiechem, doskonale wiedząc, że jeśli w całej organizacji jest osoba, zdolna przegadać lub zastraszyć dwie przyjaciółki, był nią szef Dangerous Fire.
Gdy podszedł do niego Itachi, kazał Matsuo zaczekać pięć minut ze startem i odszedł z brunetem w nieco mniej oblegany kąt za punktem głównym, gdzie jako organizatorzy urządzili sobie małą bazę.
           — Coś nowego?
         — Nic, co by coś wnosiło. — Uchiha rozglądał się leniwym wzorkiem po ludziach, próbując wyłapać w tłumie swojego brata. — Zanim się zorientowałem, wymknął mi się i zwiał na dach. Musiał z kimś rozmawiać. Kiedy go znalazłem chował do kieszeni telefon.
        — To nie wygląda za dobrze. — Blondyn zmarszczył brwi, również szukając przyjaciela wzrokiem. — Sasuke dał znać?
       — Nic poza tym, że jego cel wrócił niedawno na parking. Tak samo, jak mój.
       — Oboje znaleźli się na wyścigach w odpowiednim czasie, żeby nie wysunąć się przed szereg — mruknął ponuro blondyn, dopiero teraz zauważając najmłodszego Uchihę. Sasuke brnął przez tłum, prosto do punktu głównego, gdzie zebrała się reszta Konohy. — Na nas chyba już pora. Ichiro musi skopać dupy Deiowi i Kibie.
       Uchiha roześmiał się pod nosem i ruszył za blondynem za start. Gdy Matsuo ich zobaczył, założył plecak i podszedł do tylnych drzwi samochodu Kagawy. Stanął na tyle blisko nich, na ile się dało nie wzbudzając podejrzeń tłumu. Jednak cała Konoha obecna na starcie, jak jeden mąż wlepiła w niego podejrzliwe spojrzenia. Niektórzy już zaczynali podśmiewać się pod nosem, przeczuwając intencje rudzielca, inni załamywali ręce i czekali zrezygnowani na kolejny wybryk Kikkawy.
      Yumiko na znak Uzumakiego wyszła na środek prowizorycznego toru, tak by samochody swobodnie pomknęły obok niej. Rozejrzała się po trzech kierowcach, po czym wyprostowała przed sobą ręce, co skutkowało odezwaniem się trzech potężnych, doszlifowanych do skraju możliwości, silników. Zauważyła, że kiedy uniosła flagę w górę, Matsuo przysunął się nieznacznie do drzwi z opuszczoną szybą. Na ułamek sekundy przed opuszczeniem czarno-białego materiału, Kikkawa odbił się od podłoża i wskoczył przez nią na tyły samochodu Ichiro, równo z puszczeniem przez bruneta hamulców. Chłopakiem zatrzęsło i o mało nie zjechał po masce na beton, ale jakimś, tylko sobie znanym sposobem, wgramolił się do środka wystawiając na zewnątrz środkowy palec.
      Chwilę po tym, auta minęły blondynkę, a na parkingu podniosła się wrzawa. Członkowie Konohy wybuchli śmiechem, patrząc w ślad za samochodami. Naruto widział już wiele akcji Kikkawy, ale do auta Ichiro rudzielec jeszcze nigdy nie próbował wskakiwać.
Sasaki sama parsknęła śmiechem i wróciła do punktu głównego, oddając flagę Tenten. Podeszła do swojego szefa i przyjaciółki stając pomiędzy nimi.
        — Matsuo w pełnej krasie — prychnęła Nateko, szczerząc się jak idiotka. — Ten kretyn dobrze wybrał sobie sprzymierzeńca. Kiba obwinił by go o przegraną i zabił na miejscu.
       — Dei pewnie zatrzymałby samochód i wyrzucił go z niego siłą. — Sasaki zaśmiała się, wpatrując w odjeżdżające auta.
— Nie mają najmniejszych szans z Ichiro — prychnął Uchiha z figlarnym uśmieszkiem na twarzy.
— Oj nie — mruknęła blondynka z uśmiechem.
— Nie w tym życiu — skwitowała Yorumi, jednoznacznie z resztą spisując ich na straty.
Nagle jej wzrok przykuły dwie osoby, dziarsko wmaszerowujące na parking. W jednej chwili mina jej stężała, a oczy zwęziły się do cienkich szparek. Szturchnęła blondynkę i głową wskazała na przybyszów, prychając przy tym z irytacji. Sasaki parsknęła śmiechem, ale skinęła jej głową już chcąc odchodzić, kiedy zatrzymał je cichy głos Bestii.
— Wybieracie się dokądś? — Popatrzył na podwładną z lekkim uśmieszkiem na ustach i błyskiem rozbawienia w oczach. — Bo jakby nie patrzeć, podejrzane to jest.
— Eeee... — Yumiko szybko wymieniła spojrzenia z Yorumi i odwróciła się do szefa przybierając na twarz najmilszy uśmiech, na jaki było ją stać. — W poniedziałek przyjadę szybciej do warsztatu?
Madara uniósł brwi w niedowierzaniu i przeniósł pytający wzrok na szatynkę. Ledwo powstrzymał się od śmiechu widząc na jej twarzy konsternację. „Rzadki widok.” zdążył pomyśleć, zanim odzyskała rezon.
— Dopilnuje tego? — rzuciła pierwsze, co przyszło jej do głowy. — Czy cos?
Uchiha znów spojrzał na podopieczną i tym razem nie powstrzymał wesołego parsknięcia, widząc jej minę szczeniaczka. Był pewien, że Deidara ani razu z nią nie wygrał. Po raz ostatni przerzucił wzrok z jednej na drugą, po czym odwrócił się w kierunku zakrętu, za którym zniknęły auta.
 Ja was tu nie widziałem.
        Dziewczyny spojrzały po sobie, po czym z uśmiechem na ustach ruszyły w kierunku chłopaków. W przeciągu pięciu minut udało im się przedrzeć przez tłum i dopaść swój cel. Kenji początkowo wesoły, ruszył w kierunku starych przyjaciółek, jednak widząc minę Yorumi, zatrzymał się w pół kroku. Tęczówki dziewczyny płonęły gniewem, a na twarzy pojawił się drapieżny uśmiech, co pozwoliło natychmiast podjąć Yoshidzie decyzję.
       — Wiej młody, wiej jeśli ci życie miłe — wymamrotał odwracając się na pięcie i łapiąc przy tym nastolatka za długi, czarny płaszcz.
      Zanim jednak zrobił choćby krok, poczuł pchnięcie i ciężar na plecach. Yorumi skoczyła na przyjaciela, w wyniku czego cała trójka wylądowała na podłodze. Dziewczyna ramieniem przycisnęła do podłogi głowę Kenjiego, co chwile rzucając pod jego adresem kolejne przekleństwa, których sam jej kiedyś uczył. Yumiko zignorowała brutalnie potraktowanego chłopaka, z uśmiechem na twarzy podchodząc do przyrodniego brata i podała mu rękę. Hiro popatrzył na nią nieufnie, ostrożnie łapiąc rękę siostry i z jej pomocą wstając z podłogi.
        — Obiecałeś mi wczoraj młody, że go przypilnujesz. — Uderzyła go w ramię z całej siły, po czym skrzyżowała ręce na piersiach, patrząc oskarżycielsko na wysokiego dwunastolatka.
       O ile Kenji nie zwracał na siebie zbytniej uwagi, wyglądając jak zwykły student z nadprogramową liczbą tatuaży, tak Hiro wiecznie był wystawiony na widok ciekawskich spojrzeń. To, że w tak młodym wieku dorównywał wzrostem dorosłym już dawało się we znaki, jednak najwięcej szumu robił jego wizerunek. W ciężkich butach i długim płaszczu, z zarzuconym na czarne włosy kapturem, włóczył się nocami po mieście, witając w niezbyt miłych okolicach. Zawsze czujny, sprytnie unikał niebezpieczeństw. Nikt też nie ważył się tknąć brata Sasaki, mając na uwadze, z kim musieliby zadrzeć. W tej jednej sprawie ponura reputacja organizacji była bardzo pomocna.
      Chłopak popatrzył oskarżycielsko na blondynkę, ale tylko prychnął pod nosem i przytulił ją. Hiro był synem matki Yumiko z drugiego małżeństwa. Mimo, że dziewczyna z niechęcią patrzyła jej w oczy, zawsze starała się uczestniczyć w życiu brata, czego rodzicielka nie próbowała jej zabraniać. Między tą dwójką było dziewięć lat różnicy, jednak rozumieli się bez słów.
        — Nie bądź dla niego taka pobłażliwa. — Yorumi podniosła się na nogi i wbiła spojrzenie w nastolatka. Yumiko tylko przewróciła oczami, puszczając Ishidę. — Przez telefon mówiłeś, że masz tego zasrańca pod kontrolą.
      — Tak jakoś wyszło — wymamrotał, czym zasłużył sobie na kolejne uderzenie siostry. Rzucił jej pełne wyrzutu spojrzenie, ale rozmasował ramię, nie odzywając się słowem.
       — Brutalne, jak zawsze — wymamrotał Kenji, na co Hiro skinął głową. Chłopak podniósł się na nogi i złapał za żebro, w które szatynka wbiła kolano.
          — Co tam mamroczesz ruska mendo?
         — Nic, co by ci było niezbędne do życia, ty mała gadzino. — Widząc jego uśmiech, Nateko wywróciła oczami i przytuliła się do chłopaka.
          — Myślałam, że znowu coś się stało, idioto.
      — Kisame zaczepił mnie przed wyjazdem. Jakiś świeżak coś odwalił i musiałem po drodze zahaczyć o jedno nieprzyjemne spotkanko. — Wypuścił dziewczynę z objęć, krzywiąc się przy tym lekko z bólu. — Typowy dzień.
          — Co się tam u was ostatnio dzieje? — Yumiko zmarszczyła brwi, kierując się z resztą w stronę bazy Konohy. — Co rusz dostajemy jakieś strzępki informacji, a konkretów jak nie było, tak nie ma.
        — To wszystko przez załogę Hyugi — warknął, zaciskając pieści. — Ostatnio zaczęli się nieźle panoszyć. Ludzie znikają jednego wieczora, a drugiego Akira znajduje przestrzelone zwłoki w zatoce.
       — Nie zazdroszczę temu gościowi rannych obchodów — wymamrotała Yorumi torując sobie drogę wśród tłumu.
         — Albo to Hyuga ostatnio poczuł się zbyt bezpiecznie, albo to Hanabi nie może zapanować nad zabójcami żelazną ręką — ciągnął dalej Yoshida. — O ile Suigetsu w miarę się słucha, tak Hidana trudno kontrolować. Nie dawno sam się na niego natknąłem i tylko dzięki pieprzonym beczkom z rybami mnie nie zobaczył.
          — A gdyby zobaczył? — Yumiko szła za Hiro zamykając pochód.
     — Pewnie to nie tamta laska skończyłaby z kosą w bebechach. — Zmarkotniał przypominając sobie z jaką lekkością zamordował Bogu ducha winną kobietę.
         — Yuga zawsze taki był — syknęła Nateko, nie odwracając się do nich. — Dręczył psychicznie, fizycznie, gwałcił, a na koniec mordował. Wszystko z satysfakcją godną psychopaty, którym jest zresztą bezsprzecznie.
         — Trudno się z tym spierać. — Sasaki oparła się o samochód Naruto, kiedy zatrzymali się w końcu na miejscu.
        — A bracia Shiwamura? — rzuciła szatynka, idąc w ślady przyjaciółki. — Wiecie coś o nich?
       — Cisza, jak makiem zasiał — odezwał się w końcu Hiro, siadając na betonie. — Musieli wyjechać. Albo na północ, albo z kraju.
        — I bardziej możliwe, że z kraju — kontynuował Kenji. — Mamy kilku znajomych na Hokkaido, a oni swoich ludzi pod granice waszego terytorium. Nic, kompletna głusza.
          — Czyli kolejny ślepy zaułek. — Szatynka zamyśliła się na chwilę, po czym wlepiła wzrok w przyjaciela. — A ten hangar Hyugi, o który cię prosiłam? Macie coś o nim?
          — Za dwa tygodnie w piątek ma być pusty. Zero ważniejszych osób, tylko ochrona.
            — A zmiana warty, czy coś w ten deseń? — Yumiko podniosła głos, żeby przekrzyczeć wiwat tłumów, kiedy rajdowcy zaczęli ostatnią rundkę na trasie.
            — Na zewnątrz tylko jedna, o dwudziestej drugiej piętnaście — mruknął Hiro. — Wewnątrz trzy zmiany. Najbliższa tej przed hangarem jest o dwudziestej trzeciej. To wszystko, co udało się znaleźć.
           — To i tak dużo. — Yorumi zaczęła już powoli tworzyć dokładniejszy plan, kiedy Yumiko postanowiła zmienić temat.
             — A teraz gadać, co się u was słuchać. — Rzuciła tonem nie znoszącym sprzeciwu. — Prawie pół roku was nie widziałyśmy.
             — To, co zawsze siostrzyczko.
             — Mianowicie?
            — Matka nie daje żyć, ojciec pojawia się na kilka dni i znika, Kenji nadal próbuje mnie zwerbować do Silent Shadows, a Yamato wciąż żyje w swoim popieprzonym świecie, zgrywając pana i władcę. — Sasaki wzdrygnęła się na ostatnie słowa brata, jednak jej uwagę zwróciła też inna część tej wypowiedzi.
           — Co znaczy, nie daje żyć? — zapytała, mrużąc podejrzliwie oczy. Od kilkunastu lat nie ufała tej kobiecie i była wyczulona na każdą taką informację od Hiro.
             — Zluzuj siostra. — Uniósł ręce w uspokajającym geście. — Jęczy tylko, że włóczę się po nocach z tym kretynem — wskazał na Kenjiego. — Ewentualnie czasem przyczepi się do wagarów, ale poza tym jest dobrze, okej?
          Dziewczyna jeszcze chwile przypatrywała mu się nieufnie, jednak po chwili odpuściła i westchnęła ciężko, przytakując mu. Yorumi spojrzała wyczekująco na Kenjiego.
          — Po staremu — mruknął. — Yamato wkurwia wszystkich po całości, Akira rzępoli tymi swoimi skrzypcami codziennie o ósmej rano, jego kot uznał moją szafę za swoją kuwetę, a Kisame znika na całe dnie, żeby potem wrócić do bazy i uchlać się z nami, jak na szefa przystało.
            — Cały Rekin — prychnęła szatynka ze śmiechem.
       Zanim jednak zdążyła spytać przyjaciela o cos jeszcze, na parkingu podniósł się szum, a zaraz potem samochody przecięły linię mety. Dziewczyna przewróciła oczami, widząc kto zrobił to pierwszy i razem z przyjaciółmi ruszyła w stronę głównego punktu. Trzeba było opić zwycięzcę. 

*

          — Wyprzedziłem cię o pół zderzaka, cioto! — krzyknął Inuzuka, machając przed blondynem palcem.
        — Chyba w twoim malutkim, psim móżdżku — warknął Deidara, wychodząc ze swojego auta.
            — No chyba cię zdrowo popierdoliło, blondasie.
            — O co wam znowu idzie? — wcięła się Yumiko, stając obok Iwasakiego. — Przecież Ichiro wygrał.
         — Nie moja wina, że twój facet nie potrafi przegrywać. — Kiba skrzyżował ręce na piersi.
       — Powaliło was? — Yorumi stanęła obok Inuzuki, rzucając mu ostre spojrzenie z ukosa. — Kłócicie się o drugie miejsce?
       — Nie kłócimy się, kotek. — Szatyn odetchnął głęboko, starając się odzyskać resztki spokoju. — Ten niedorozwinięty idiota, nie potrafi przyznać, że był pół zderzaka za mną.
         — To ty nie rozumiesz, idioto skończony, że wygrałem z tobą te kilka centymetrów. — Dziewczyny wywróciły oczami na słowa Deidary i ruszyły w stronę baru.
             — Czy wy zawsze musicie robić tyle hałasu? — wymamrotała szatynka.
        — I znowu dostanę przez ciebie opieprz, blond cioto. — Kiba rzucił blondynowi pełne wyrzutu spojrzenie.
            — A wy gdzie się szlajałyście? — Deidara zupełnie zignorował Inuzuke, wlepiając oczy w Sasaki.
            — Hiro wpadł na moment — mruknęła i wyminęła go, idąc za oddalającą się przyjaciółką.
             — Znowu, Hiro? — Iwasaki skrzywił się, krzyżując ręce na piersi. — Nie wystarczy wam widzieć się raz w roku?
            — To mój brat, Dei. — Zgromiła go wzrokiem. — Wiesz, jaka jest moja matka. Muszę mieć na nią oko i pilnować, żeby z Hiro było w porządku.
             — Przesadzasz. — Kiba, z kpiącym uśmieszkiem na twarzy, maszerował zaraz za Kitą. — To, że cię nie trawi to już tylko i wyłącznie twój problem, blondasku.
           — Przymknij się, kundlu. Założę się, że to Kenji go przywiózł — warknął, a widząc, jak Inuzuce zrzedła mina, uśmiechnął się tryumfalnie.
       — Fakt — wtrąciła Yumi, siadając na stołku barowym. — Yoshida też przyjechał.
           — Kurwa jego mać — wymamrotał, idąc w ślad Sasaki. — Ten pierdolony palant.
       — Mam ci przypomnieć, że ten palant nie raz uratował jej dupę? — Dziewczyna posłała mu kpiący uśmieszek.
        — Zresztą, to w końcu twój problem, skoro cię nie trawi, prawda? — Deidara błysnął zębami i usadowił się na stołku pomiędzy przyjaciółmi.
         — Jakim cudem potraficie tak koncertowo spierdolić mi humor? — burknął szatyn, łypiąc na nich spod byka.
           — Ma się ten dar. — Yumiko puściła mu oczko i zamówiła trzy drinki.

*

         — Oj no Yumi — wyjęczał, kiedy dziewczyna wskoczyła mu na kolana, perfidnie trzymając szklankę z alkoholem przed jego twarzą. — Tylko jednego. Przecież mały nikomu jeszcze nie zaszkodził.
         — Nie ma mowy, kochanie. — Posłała mu pijacki uśmiech. — Robisz dzisiaj za szofera Gaary. Zapomnij.
            — Jesteś okrutna — burknął.
          — Też cię kocham. — Wyszczerzyła się i odwróciła na powrót do baru, żeby porozmawiać z Matsuri. Deidara westchnął ciężko, przeklinając się za to, że zgodził się odwieźć No Sabaku na drugi koniec miasta.
          Kilka metrów dalej Madara zajął razem z Yorumi końcówkę blatu i po kilku głębszych, próbował przeszmuglować swoje teorie na temat kreta.
          — Czy ciebie, Uchiha już do końca pojebało? — mruknęła Nateko w reakcji na kolejną teorię Madary. — Przecież on siedzi cicho na dupie i nikomu nie wadzi.
           — Ale ten drugi jest z nami dłużej od niego — argumentował brunet, ściskając w ręce szklaneczkę brandy. — Zresztą widziałem jak Ichiro właził na klatkę schodową przed wyścigiem.
        — Ale Ozawa robił to samo. — Uparcie obstawała przy niewinności Kagawy, machając mężczyźnie palcem przed nosem. — I Matsuri też. Nie mówiąc już o tym, że według tej teorii, to Matsuo znika co pięć minut.
           — No ale to ma sens. — Nachylił się w stronę dziewczyny, chcą popatrzeć jej w oczy. — Jest cichy i właściwie gówno o nim wiemy.
              — Te, dziadunio. — Między nimi wylądowała nagle czyjaś ręka. — Łapy z daleka.
            — Czego chcesz, erotomanie? — Uchiha uniósł brew, wlepiając czarne tęczówki w twarz Inuzuki.
           — Czego chcesz od mojej kobiety? — wybełkotał, po czy wskazał na chybił trafił ludzi siedzących przy barze. — Ten cholerny krasnal ci nie wystarcza?
           Huk wystrzału przeszył gwar, co skutkowało zaprzestaniem rozmów. Kiba, jakby cudownie otrzeźwiały, popatrzył na małe wgniecenie, powstałe w blacie. Powiódł wzrokiem za trajektorią naboju i natrafił na niebieskie, pełne złości tęczówki. Ludzie, widząc kto spowodował zamieszanie, wzruszyli ramionami, wracając do swoich rozmów. Nie pierwszy raz Yumi dopadła broń i nie pierwszy raz postanowiła targnąć się na życie szatyna.
       — Następnym razem odstrzelę Ci łeb, Inuzuka. — Sasaki machała pistoletem przed swoją twarzą, przytrzymując się drugą ręką Deidary, żeby nie spaść z jego kolan.
          — Chwila, moment. — Blondyn wyrwał jej broń z ręki, z niedowierzaniem wpatrując się w dziewczynę. — Kiedy wyciągnęłaś ją z kabury.
          — Oj kochanie. — Uśmiechnęła się słodko. — Kiedy pijesz, robisz się nieostrożny.
            — Chyba sobie jaja robisz — warknął na lekko podpitą dziewczynę. — Mogłaś odstrzelić komuś oko.
              — Eee tam. — Machnęła ręką. — Daliby sobie radę.
          — Żadne, eee tam. — Zabrał jej szklankę z rąk. — Tobie na dzisiaj wystarczy.  Właśnie dlatego zabroniłem ci nosić broń. — Ostatnie zdanie wymamrotał do siebie, chowając broń z powrotem.
             — Nawet się napić w spokoju nie dadzą — wymamrotała Nateko, łypiąc gniewnie, to na swojego chłopaka, to na przyjaciółkę.
         Po chwili jednak jej wzrok przykuł ruch przy klatce schodowej. Ze schodów prowadzących na dach wyłonił się Kagawa. Dziewczyna zmarszczyła brwi, jednak zanim zdążyła powiadomić o tym resztę, z drugiej, prowadzącej do podziemia i na zewnątrz, wyszedł Ozawa. Yorumi przypomniała sobie, że przed wyścigiem widziały z Yumi, jak obaj kręcili się w pobliżu tych wyjść. Nie była jednak pewna, który z nich schodził z dachu, a który wracał z piwnicy. Zmrużyła powieki, zatapiając się w swoich myślach. Cos tu ewidentnie nie grało, tylko nadal nie miała pojęcia co dokładnie.

~*~

       Kiedy po kilkunastu minutach kluczenia korytarzami i klatkami schodowymi, udało mu się zgubić Uchihę, szybko skierował kroki na dach, wiedząc, że o tej porze powinien być zupełnie pusty. Musiał przyznać, że Itachi nie bez powodu był uważany za jednego z lepszych ludzi tak w organizacji, jak i w sławnym niegdyś Akatsuki. Nie miał pojęcia, jakim cudem  za każdym razem udawało mu się go zwęszyć, kiedy ten myślał już, że zniknął mu na amen. Wiedział zresztą też, że Uchiha zgubił go tylko na kilka minut, nie więcej.
               Ostatnie schodki pokonał biegiem, wychodząc czym prędzej na dach, z przyzwyczajenia nie domykając drzwi. Jeszcze nikt się tu nie zapuszczał, kiedy trwały wyścigi, więc czuł się tu bezpiecznie.
             Wyciągnął z kieszeni telefon i wybrał numer Hiashiego, mając nadzieję, że szybko się z tym uwinie i wróci na dół na czas. Po trzech sygnałach jego szef odebrał.
              — Mów — warknął.
            — Ledwo co udało mi się zgubić Uchihę i od razu mówię, że nie na długo — uprzedził z marszu.
           — Wcale mnie to nie dziwi. — Po drugiej stronie rozległ się gorzki śmiech. Chłopak wzdrygnął się, ale kontynuował.
            — Próbowałem się dorwać do spisu ich adresów, ale Nara i Nateko zrobili za dobry system — mruknął ponuro, na myśl o nieudanym włamie. — Alarm zawiadomił centrum Wilków już na pierwszej zaporze, a Shikamaru potrzebował tylko chwili, żeby odciąć mnie od reszty.
               — Dasz radę zrobić to jeszcze raz? — W głosie Hyugi dało się słyszeć irytację.
              — Nie ma takiej opcji, szefie. Nara zmienił wszystkie kłódki. Nateko już została zdjęta z celownika. Tym razem system będzie nie do przedarcia.
               — W takim razie niedługo dam ci do dyspozycji kilkoro ludzi. — Hiashi zamilkł na moment po czym z głosem pełnym zadowolenia kontynuował. — Niedługo wprowadzisz im do tej małej organizacyjki lekki zamęt.

Na początek, ogromne Gomenasai! Kurcze nawet nie wiemy od czego zacząć. Ostatni rozdział został wstawiony siódmego kwietnia (nie ma to, jak się pogrążać). Same nie wiemy, jakim cudem to się stało.
Maj zleciał nam od tak, jakby ktoś pstryknął palcami i już, nie ma. Najpierw majówka, potem praktyki Yumi. Potem z kolei moja wina z zaniedbywaniem, bo przecież to egzamin, trzeba się bardziej uczyć, na zawodowych więcej do roboty, bla, bla, bla. Wiecie, takie banały, a jednak. Potem oczywiście koniec roku, poprawki, walki itp. Uwierzcie, że z naszymi nauczycielami nie ma łatwo. Jak chcesz lepiej, płaszcz się i próbuj ile wlezie. Do tego wszystkiego dołożył się brak weny, potem kolejne praktyki Yumi, które odbębniała za wrzesień, moje nadrabianie zaległości we wszystkim i bum, znowu nie ma. No i lenistwo rzecz jasna, nie bronimy się przed tym.
Nie staramy się wybielać, co to, to nie. To nasza wina, wiemy o tym. Kolejny miesiąc nam umknął, a większość rozdziału została napisana i poprawiona w przeciągu dwóch ostatnich tygodni.
Nie wiemy, co Wam teraz napisać. Po prostu przepraszamy bardzo za tę trzymiesięczną przerwę. Dalej postaramy się działać sprawnie i na bieżąco.
Ostatnio zaczęłyśmy też dokładniej ustalać fabułę dodatków, jakichś dodatkowych kwestii, których nie uwzględniłyśmy w pierwszym planie, poprawiać błędy logiczne, które się wkradły to tu, to tam. Staramy się pracować na tym blogiem i obiecujemy, że starać się będziemy dalej. Nie wiemy, jak to będzie z kolejnym rozdziałem, ale możecie być pewni, że zrobimy wszystko, żeby przerwa trwała, jak najkrócej się da.
Od nas to tyle na dzisiaj, mamy też nadzieję, że rozdział się spodobał i jakoś was udobruchałyśmy, czytajcie -> nie zabijecie nas.

Pozdrawiamy serdecznie i zapraszamy do komentowania (baty też zbierzemy)
Yumi&Yoru

PS.Przepraszamy z akapity. Blogger już kompletnie ześwirował -.-
PS.2.Na Facebook'u Yoru, od czasu do czasu pojawiać się będą informacje o War.