music

piątek, 7 kwietnia 2017

3.Kret w Szeregach

                                                            Amber Run - Just My Soul Responding

    Naruto leniwym krokiem szedł w kierunku swojego mieszkania. Mijając przechodni, uparcie wlepiał wzrok w płyty chodnikowe, bawiąc się zapalniczką schowaną w kieszeni dresów. Już cały tydzień w jego głowie dźwięczały słowa Nateko, które nie dawały mu spać po nocach. Może i to było głupie, bo przecież to tylko intuicja, ale Uzumakiemu wystarczyło stwierdzenie, że to jej intuicja. Dzika rzadko myliła się w tych sprawach, można by rzec, że praktycznie nigdy. Sam też cały czas bił się z głosem, który wielkimi literami wykrzykiwał mu w głowie, że będzie tego żałował do końca życia. To dodatkowo zwiększało jego niepokój, bo taka sytuacja zdarzyła się już po raz drugi w przeciągu sześciu lat – od samego początku działania Sudden Strike. Już drugi raz miał tak wiele wątpliwości, tak wiele niewiadomych. To doprowadzało go powoli na skraj wytrzymałości. Gdy tylko zostawał sam, wszystkie trybiki przestawiały się na tę jedną, przeklętą akcję. Kiedyś zignorował te uczucia, był zbyt ufny. Oni doskonale o tym wiedzieli i wykorzystali to.
Do teraz pamiętał ich szyderczy śmiech i wyrachowanie. Ta dwójka, ci parszywi mordercy, pochodzili prosto z piekła. Żadnych zahamowań, żadnego poczucia winy, żadnej litości. Okolica, w której się znajdował, dobitnie mu to uświadamiała. Czuł lodowaty oddech przeszłości na swoim karku. Przeszłości, która już nigdy nie miała pozwolić odetchnąć mieszkańcom w spokoju. Wszędzie widział ich twarze, widział ich działalność. Strach w oczach tych, którzy pamiętali, zrujnowane rodziny zamordowanych, zaułki, do których już nikt nie wkroczy z własnej woli. To wszystko, co po nich zostało i właśnie to, nadal paliło żywym ogniem, bardziej, niż cokolwiek innego.
To on im na to pozwolił, to on wpuścił ich na swój teren, to on był winien tego strachu, który panował w dzielnicy jeszcze długo po ich zniknięciu. Bracia Shiwamura zapisali się na kartach historii wielu ludzi, w tym także jego. Oni byli jego pierwszym i ostatnim błędem, który kiedykolwiek chciał popełnić. Jednak teraz w jego głowie, wszystko zaczęło zataczać koło. Kolejny raz tyle wątpliwości, kolejny raz strach, kolejny raz ostrzeżenia, które starał się nagminnie ignorować. W jego głowie, chaos nie chciał ustąpić miejsca ani jednej słusznej myśli. Czuł, że po raz kolejny popełnia błąd, że to nie tędy droga. Tylko, jak miał to zatrzymać? Ci ludzie na niego liczyli, byli gotowi uderzyć z całą siłą i nawet na chwilę nie dopuszczali do siebie świadomości, że mieliby przestać. Robili to, mimo, że wielu z nich poznało braci Shiwamura, wielu przeżyło ich okrucieństwo. Toshiro prawie złamał Kibę, doprowadzając go do wraku tego silnego mężczyzny, którym zawsze był. Sasuke wylądował przez niego na ostrym dyżurze, ledwo uchodząc z ramion śmierci, a Temari odchodziła od zmysłów, gdy katował Gaarę na jej oczach. Ale młodszy z braci był gorszy. On nie krzywdził fizycznie, on robił wszystko, by złamać psychikę ofiary. Matsuo już nigdy nie będzie w stanie na niego spojrzeć. Satoru jest jedyną osobą, na widok której, Dzika zaczyna drżeć, jedyną osobą, którą Yumiko zabiłaby bez zastanowienia. Jedyną osobą, której Jiraiya sam skręciłby kark.
To przerażające, jak dwójka, niepozornych w tamtych czasach studentów, potrafiła zniszczyć człowieka i to w czasie nie dłuższym, niż jeden pieprzony dzień. Naruto nie wiedział, ile ludzi przez nich cierpiało, ale był pewny, że nie chciał znać tej liczby. Nikt nie chciał.
Poczuł zimne dreszcze, gdy zobaczył przed sobą zaułek, w którym ich poznał. Zatrzymał się i zapatrzył w głąb ślepej uliczki, mając wrażenie, że ledwie wczoraj przyłapał ich na katowaniu dilera Hiashiego.

Zatrzymał się na środku chodnika, gdy z pobliskiego zaułku dobiegł go cichy krzyk i odgłos uderzającego o beton kosza.
Wracał właśnie od Zboczeńca, który nie szczędził mu wywodów, jak niebezpieczne jest życie przywódcy gangu i trochę się zagadał, bo Naruto opuścił jego mieszkanie dopiero o drugiej w nocy, co skutkowało samotnym spacerem po zasypiających uliczkach Tokio. Jednak, koniec końców musiał wrócić do głównej ulicy, wtopić się we wszechobecny zgiełk i ledwo żywy, ruszyć do baru.
Mimo ruchu aut i obecności niewielu, jak na Tokio ludzi, usłyszał cichy hałas i zatrzymał się obok ślepej uliczki. Ludzie mijali go, kompletnie ignorując te odgłosy, które musiały zwracać ich uwagę, jednak oni wyraźnie postanowili się w to nie mieszać.
Uzumaki zmarszczył brwi i wkroczył do ciemnej uliczki, niepewnie, aczkolwiek z determinacją stawiając kolejne kroki.
— Jest tu ktoś? — odezwał się, na tyle głośno, by zagłuszyć odgłosy ulicy. — Ktoś potrzebuje pomocy?
— Nie sądzę. — Usłyszał zachrypnięty męski głos, który zaraz roześmiał się, niemal psychopatycznie. Po plecach blondyna przebiegły ciarki, ale nie ruszył z miejsca, mając wrażenie, że i tak by nie uciekł.
— Satoru, daj spokój. — Po drugiej stronie uliczki rozbrzmiał głęboki, melodyjny wręcz głos, również należący do mężczyzny. Chwilę później usłyszał łoskot, jakby na ziemię upadło cos ciężkiego, ale miękkiego. — To jeszcze licealista.
— Czy... — Naruto przełknął ślinę i ponownie spróbował cos z siebie wykrztusić. — Czy wy...
— Zabiliśmy go? — Pierwszy z mężczyzn zaśmiał się znów, tym przerażającym śmiechem, a Uzumaki poczuł przemożną potrzebę ucieczki i zabarykadowania się w jakimś kącie na końcu świata. — A nawet jeśli, to co?
— To był diler Hyugi? — zapytał, przypominając sobie tego podejrzanego faceta z blizną biegnąca przez nos i gratulując sobie braku drżenia w głosie.
— A to ciekawe. — Drugi z mężczyzn ruszył z miejsca, a Uzumaki mimo zgiełku ulicy, usłyszał dudnienie jego kroków. — Jeśli wiesz, kto to był, to albo jesteś od Hiashiego, albo stoisz po drugiej stronie barykady.
— Nie stoję po jego stronie — warknął, na chwilę zapominając o tej niepokojącej aurze, jaką roztaczali wokół siebie mężczyźni.
Księżyc postanowił w tym momencie wyjrzeć zza wysokiego budynku, oświetlając twarze nieznajomych. Naruto poczuł, jak kolana się pod nim uginają. Zacisnął zęby i powstrzymał drżenie, spowodowane widokiem, jaki zastał. Opanowało go czyste przerażenie, a panika zaczęła narastać w zastraszającym tępie.
Jednak, to nie widok zmasakrowanego ciała, znajomego dilera wstrząsnął nim tak bardzo. Nie, to ich oczy. Jedna para tęczówek otoczona burzą blond, wręcz białych włosów, połyskiwała czerwonym blaskiem, odznaczając się nad zasłoniętymi maską ustami. Naruto nie mógł dopatrzyć się w nich choćby cienia empatii, czy delikatności. Widział w nich tylko i wyłącznie okrucieństwo. Jeszcze raz przeniósł wzrok na martwego człowieka i zrozumiał, że to jego sprawka.
Jego kompan, mimo, że na pewno nie dotknął tego człowieka choćby palcem, również wyglądał przerażająco. Pod kosmykami ciemno zielonych włosów, jego piwne, prawie że złote tęczówki, odbijały w sobie promienie księżyca, które jeszcze bardziej eksponowały czyste szaleństwo, błąkające się w ich kącikach. Jednak to szaleństwo nie przyćmiewało błysku inteligencji, ale i sadyzmu. Zrozumiał, że musiał zacząć uważać na każde słowo.
Czuł, że znalazł się w pułapce z prawdziwymi bestiami w ludzkich skórach.
— W takim razie, mamy do ciebie interes, Kitsune. — Zadrżał na dźwięk swojego pseudonimu. To, że go znali nie wróżyło nic dobrego.

Blondyn wzdrygnął się na to nieprzyjemne wspomnienie i ruszył dalej. Ta dwójka zawsze roztaczała wokół siebie aurę grozy, a to spotkanie, choć bardzo by tego chciał, nigdy nie miało zniknąć z jego pamięci.

~*~

Po piętnastu minutach drogi zobaczył przed sobą plac, przy którym znajdowała się Kakurega, jak i jego mieszkanie. Przyspieszył kroku na myśl o przyjemnej pościeli i wygodnym łóżku, jednak momentalnie wrósł w chodnik, gdy jego oczy wyłapały w tłumie znajome kosmyki włosów.
Wyostrzył wzrok, próbując odnaleźć wzrokiem granatową czuprynę, co przyszło mu całkiem łatwo, bo dziewczyna właśnie siadała na murku fontanny, ustawionej pośrodku placu. Niemal biegiem rzucił się w jej stronę, zwalniając dopiero po przejściu na brukowaną wysepkę pośrodku ulic.
Podszedł do dziewczyny, zupełnie nieświadomej jego obecności i przysiadł obok na murku. Hyuga dopiero wtedy przerwała rysowanie, a węgiel wysunął się jej ze smukłych palców, uderzając o wybrukowaną ziemię.
— Cześć — mruknął Naruto, wyłapując jej spłoszone spojrzenie. Hinata zauważyła, że się jej przygląda, więc szybko schyliła się po czarną kostkę, by schować ją do małego piórnika, leżącego obok niej i przy okazji zakryć twarz włosami.
— Cześć — wyszeptała, splatając ręce na kartkach bloku.
Nie wiedziała, jak ma się zachować. Nie rozumiała też, jakim cudem, zamiast unikać miejsc, w których mogła na niego wpaść, ona mimo wszystko przyszła właśnie tam, gdzie mieli się ostatnio spotkać. To był zwykły impuls. Porwała szkicownik, piórnik z węglami i sepią, i wyszła z domu. Wiedziała, że plac w śródmieściu, to miejsce gdzie nie sposób go nie spotkać, a jednak tam poszła.
Kiedy przysiadła na murku fontanny i wzięła się za rysunek, zaczęła żałować swojej decyzji. Bo i po co tam przyszła? Nawet nie wiedziała co chciała mu powiedzieć. Czy w ogóle chciała go spotkać? I kiedy już zdała sobie sprawę ze swojego beznadziejnego zachowania, on nagle pojawił się obok. Po prostu przysiadł obok niej i powiedział „Cześć”. To było takie normalne, a jednocześnie takie dziwne. W końcu znał ją kilka dni, rozmawiał ze dwa razy, a ona go wystawiła, nie przychodząc na spotkanie i nawet nie trudząc się o jakiekolwiek wyjaśnienia. Najzwyczajniej stchórzyła. A on? Co zrobił ten wielki szef organizacji przestępczej, przed którą drżeli mieszkańcy całego Tokio? Podszedł i przywitał się, a w jego głosie nie zadrżała choćby nuta rozdrażnienia, czy zawodu.
— Wszystko u ciebie w porządku? — Ciągnął dalej, gdy biało oka zamilkła, wbijając sobie paznokcie w dłonie. Dziewczyna skinęła jedynie głową, na co Uzumaki westchnął ciężko i zapatrzył się w niebo. — Rozmawiaj ze mną, Hinata, proszę.
— Przepraszam — wyszeptała, przygryzając wargę.
— Za co? — Blondyn zdawał się być autentycznie zaskoczony. — Miałaś prawo tak zareagować, tym bardziej, że nie znasz mnie za dobrze.
— Ale mogłam chociaż powiedzieć ci o tym osobiście — wymruczała, spuszczając wzrok na swoje buty. — Przepraszam za to, że tego nie zrobiłam.
— W porządku — mruknął, uśmiechając się pod nosem. — Ten wparowała do sali plastycznej niczym burza, ale koniec końców przeżyłem, więc nie jest tak źle.
Hinata zaśmiała się pod nosem, wyobrażając sobie rozgniewaną przyjaciółkę. Uzumaki miał rację. To mogło skończyć się o wiele gorzej.
Siedzieli dłuższą chwilę w ciszy, ignorując ludzi rzucających im ukradkowe spojrzenia. Musieli wyglądać, jak para zakochanych, ale Hinata była zbyt speszona, by cos z tym zrobić, a Naruto nie zwracał na to uwagi. Hinata intrygowała go i naprawdę miał ochotę bliżej ją poznać, ale nie wiedział, czy dziewczyna chciała mieć z nim jeszcze do czynienia.
— Nie masz może ochoty na Ramen? — zapytał podnosząc się na równe nogi. Dziewczyna spojrzała na niego niepewnie, ale po chwili zastanowienia uznała, że to nie był zły pomysł. Skinęła głową i wstała, porywając przy tym w ręce szkicownik i piórnik. — Super, w takim razie ja stawiam.
— Nie trzeba, mogę zapłacić. — Zaprotestowała natychmiast, jednak Uzumaki zbył ją machnięciem ręki.
— To ja tu próbuje pokazać się od tej dobrej strony, co nie? — Wyszczerzył się i podrapał w zakłopotaniu po blond czuprynie. — W końcu muszę ci udowodnić, że to, co robię, nie określa tego, kim jestem, prawda?
— Ale ja wcale tak nie...
— Gdyby tak było, nie uciekłabyś. — W jego głosie nie było zawodu, czy ukrytej pretensji. Po prostu stwierdził oczywisty dla niego, jak i dla niej fakt. — No dalej, pokażę ci dzielnicę miasta, w której na bank nigdy nie byłaś.
Dziewczyna skinęła ponownie głową i ruszyła za blondynem w stronę ulicy, by po chwili znaleźć się po drugiej stronie. Przeszli pod Kakurege, gdzie chłopak zatrzymał się, sprawdzając, czy dziewczyna nie uciekła. Widząc przy tym, jak nieporęczny był jej szkicownik, pokręcił głową w rozbawieniu.
— Nie jest ci trochę niewygodnie? — Wskazał brodą na trzymane przedmioty.
— To nic takiego. — Spuściła wzrok, rumieniąc się przy tym. Musiała wyglądać śmiesznie, taszcząc ze sobą taki duży szkicownik.
— Może zostawisz to na razie w barze? — Posłała mu wystraszone spojrzenie, już w myślach odtwarzając, co mogłoby się stać z jej rysunkami, ale śmiech blondyna szybko odwrócił jej uwagę.
— Nie w samym barze. Chodziło mi o moje mieszkanie. — Wskazał na okna znajdujące się na przeszkloną witryną. — Nikt oprócz mnie nie ma tam wstępu. Matsuri pilnuje zza baru, czy aby nikt nie próbuje się wziąć za sforsowanie tych schodów, więc możesz być spokojna. Twoje rysunki będą bezpieczne.
— Nie chciałabym robić ci kłopotów.
— Jakich kłopotów? — Blondyn roześmiał się, już otwierając drzwi baru. — No dalej, chodź za mną.
Hyuga zagryzła wargę, ale ostatecznie weszła za Uzumakim do budynku.
Od razu uderzył w nią zapach alkoholu wszelkiej maści. Rozejrzała się zaciekawiona po pomieszczeniu. Rzadko bywała w klubach i barach, ale musiała przyznać, że ten był wyjątkowo klimatycznym miejscem. Jasnobrązowa boazeria pokrywała ściany i sufit, z którego na krótkim łańcuchu zwisały czarne lampy, imitujące kandelabry. Podłoga została wyłożona deseczkami parkietu, tworząc ciekawy wzór współgrający ze ścianami i sufitem.
W najdalszym kącie pomieszczenia znajdowały się drewniane, kręcone schody, a naprzeciw drzwi stał wielki, dębowy bar, wykończony przeróżnymi ornamentami wyrzeźbionymi w drewnie oraz cienką warstwą czarnej, błyszczącej płyty, której Hinata nie była w stanie zidentyfikować, a która idealnie zgrywała się z czarnym szkłem witryny. Za nim znajdował się równie wielki, dębowy barek otaczający z trzech stron szare drzwi z napisem „Tylko dla personelu”. Znajdowało się tam mnóstwo różnokolorowych butelek, każda z białą etykietą, informującą o jej zawartości.
W pomieszczeniu przy dwuosobowych stolikach, ustawionych przy lewej ścianie pomieszczenia, siedziało kilkoro ludzi, tak jak i przy barze. Jedynie małe boksy po prawej stronie świeciły pustkami.
Oddzielone drewnianymi ściankami stoliki, zauroczyły Hinatę. Ciemnozielone blaty były otoczone cienką ramką drewna, zdobioną w przeróżne motywy, a na samej zielonej nawierzchni, połyskiwały czarne odłamki szkła, kontynuujące wzór schodzący z drewna.
— Chcesz wejść ze mną na górę, czy poczekasz tutaj? — Uzumakiemu nie uszedł uwadze jej zachwyt, który przyprawił go o dumę. Kochał swój bar i bardzo lubił, kiedy ktoś go doceniał.
Hinata rozejrzała się w popłochu po ludziach, siedzących w barze. Nie bardzo widziało jej się zostawać na dole z obcymi. Niepewnie podeszła do niego, na co Naruto błysnął zębami w uśmiechu i zachęcił ją ruchem ręki, wchodząc już na schody.
Chwilę po tym stała w jasnym, przestronnym salonie. Odcienie brązu i beżu sprawiały, że pokój był przytulny, mimo swej wielkości. Wokół małego drewnianego stolika stały duże, beżowe kanapy. Na podłodze leżał dywan w tym samym kolorze, a pod ścianą, duży telewizor.
Na ścianach wisiały zdjęcia, które zwróciły uwagę Hinaty. Podeszła do komody, nad którą wisiał duży obraz, przedstawiający bardzo podobnego do Naruto mężczyznę i młodą, rudowłosą kobietę. Wokół porozwieszane zostały inne, mniejsze zdjęcia tej dwójki, samego Uzumakiego, kilkorga ludzi, których kojarzyła z uczelni, jak i zupełnie nieznanych jej osób. Na komodzie za to stały obrazy, które musiały by dziełem blondyna, przedstawiające tego niezwykłego lisa z wzoru na jego desce. Pomiędzy nimi znajdowało się jeszcze jedno zdjęcie, na widok którego, Hinata zmarszczyła brwi. Widniał na nim bowiem starszy mężczyzna, z długimi białymi włosami i czarnymi oczami — profesor Yoshizaki.
— Rysunki leżą bezpieczne w moim pokoju, a drzwi są zamknięte na klucz. — W pomieszczeniu pojawił się rozpromieniony Uzumaki, z kurtką w jednej ręce i kluczem w drugiej. Blondyn zauważył, na co patrzyła i roześmiał się pod nosem. — Jiraiya to dobry znajomy moich rodziców i mój chrzestny. Stąd to zdjęcie.
— Och — wymsknęło jej się, bo przez chwilę pomyślała, że profesor ma cos wspólnego z gangiem. Naruto, jakby czytając jej w myślach, pokręcił ze śmiechem głową.
— Nie martw się. Codziennie próbuje wybić mi to z głowy, ale jak widać, nie wychodzi mu to najlepiej. — Wzruszył ramionami i wskazał na drzwi. — Jedziemy?
— Jedziemy? — zdziwiła się, bo wcześniej nie wspominał nic o żadnym pojeździe. — Znaczy samochodem? To aż tak daleko?
— Pół godziny drogi stąd — mruknął, przekrzywiając śmiesznie głowę. — Ale nie chciałem jechać samochodem, tylko motocyklem. Chyba, że wolisz samochód.
— Nie, nie, w porządku. — Pomachała szybko rękami i spuściła wzrok. — Bardzo lubię motocykle.
— No to jak? Idziemy na dół?
Hinata skinęła głową i ruszyła za rozpromienionym blondynem na dół do baru, a stamtąd do drzwi z napisem „Tylko dla personelu”. Ledwo co znaleźli się na słabo oświetlonym korytarzyku, Naruto skręcił w prawo, do małego pustego pomieszczenia i otworzył kolejne drzwi. Za nimi znajdowały się schody, które okazały się prowadzić do niewielkiego warsztatu, w którym stał żółty Chevrolet Camaro i motocykl, który teraz przysłonięty był plandeką.
Blondyn z uśmiechem podszedł do osłoniętej maszyny i jednym ruchem ściągnął z niej materiał, a oczom Hinaty ukazał się czarny Suzuki Hayabusa. Dziewczynie aż zaświeciły się oczy na ten widok. Zawsze chciała mieć swój motocykl, ale ojciec nigdy nie pozwalał jej myśleć o czymkolwiek, co nie było związane z zarządzaniem grupą. Gdy się od niego uwolniła, to marzenie zaczęło jej umykać, zasłonięte zmartwieniami codziennych dni, aż w końcu zrzuciła je na ostatni plan i odpuściła.
— Podoba ci się? — Blondyn nie mógł przestać się uśmiechać, na widok iskierek w jej oczach. Dziewczyna skinęła głową i podeszła bliżej, nie spuszczają oczu z piekielnej maszyny. — To jak, chcesz się nim przejechać?
— Jasne, ale...
— Kask leży na półce. — Uzumaki wskazał na szafkę z narzędziami stojącą tuż obok Hyugi, od razu wyczuwając, o co jej chodzi. — A tu — odwrócił się i zaczął grzebać w szafie stojącej za nim, by po chwili rzucić w nią kawałkiem materiału — masz kurtkę.
Hinata złapała zręcznie czarną skórę i po chwili wahania, nałożyła ją na ramiona. Sięgnęła czarny kask z półki, a gdy się odwróciła, Naruto siedział już na motocyklu w biało czarnej kurtce i białym kasku. Zachęcił ją ruchem głowy i nacisną guzik na pilocie, a drzwi warsztatu zaczęły podjeżdżać w górę. Dziewczyna w trymiga znalazła się za nim, niepewnie go obejmując. Gdy drzwi uniosły się wystarczająco wysoko, Naruto kazał jej się schylić i ruszył z rykiem silnika, ledwo co nie zahaczając głową o wciąż podnoszącą się klapę.
Wyjechali z podziemi, prosto na główną ulicę, gdzie blondyn przyspieszał, wymijając po drodze wszystkie samochody. Hyuga zacisnęła oczy i mocniej przytuliła się do chłopaka. Poczuła, jak ten się śmieje, by za chwilę ponownie przyspieszyć.
Mimo początkowego strachu, Hinata z każdą chwilą coraz mniej obawiała się tej jazdy. Wyczuła, że Uzumaki jest dobrym kierowcą i zaufała mu. Otworzyła oczy i nieco rozluźniła uścisk. Pojazdy migały jej przed oczami w zastraszającym tępie, ale jej to nie przerażało. Poczuła adrenalinę, której tak bardzo jej brakowało od czasu ostatnich wyścigów samochodowych. Ryk potężnego silnika rozbrzmiewał w jej uszach, co sprawiało, że miała ochotę zaśmiać się radośnie, jak mała dziewczynka. To było niesamowite, ta prędkość, to poczucie wolności. Brakowało jej tego.
Uzumaki wyczuł, że się rozluźniła i uśmiechnął się pod nosem. Domyślał się, jak mogła się czuć. Do teraz pamiętał swoją pierwszą przejażdżkę z ojcem na starej, wysłużonej Yamaha FJ1200.
Po ponad dwudziestu minutach szybkiej jazdy, zwolnił nieco, wjeżdżając w końcu w dzielnicę, którą chciał jej pokazać. Spokoju okolicy nie śmiało burzyć zbyt wiele samochodów. Uzumaki jechał wąskimi uliczkami, co rusz skręcając w jakiś zaułek, a Hinata z szeroko otwartymi oczami wpatrywała się w otoczenie.
Ta cicha dzielnica wydawała się w ogóle nie należeć do tak wielkiej metropolii, jaką było Tokio. Wąskie uliczki, domki przypominające okres Meiji i dużo zieleni, tworzyło z tego miejsca niezwykłą, bezpieczną przystań. Gdzieniegdzie zauważyła witryny sklepowe, ale wszystkie wydawały się zatrzymać w uroku odpowiadającym tej jednej konkretnej epoce. Na ulicach nie było zbyt wiele ludzi, ale ci, których mijali, machali do nich wesoło. Hinata uznała zatem, że Naruto musiał często tu bywać, skoro był rozpoznawalny nawet w kasku. Zastanawiała się, jak trafił do tej dzielnicy. Ona całe swoje życie spędziła w Tokio, ale nigdy nie przypuszczałaby, że istnieje tak piękne i spokojne miejsce wśród tego całego zgiełku i pośpiechu.
Uzumaki zwolnił jeszcze bardziej, by po chwili zatrzymać się kilka metrów od małej, drewnianej budki, której szyld głosił „Ichiraku Ramen”. Hyuga zsiadła z maszyny, co zaraz zrobił jej towarzysz i chwilę po tym siedzieli już przy barze budki, odłożywszy kaski i kurtki na siedzenie obok.
— Dwa razy to, co zawsze, staruszku. — Naruto posłał starszemu mężczyźnie uprzejmy uśmiech, który ten odwzajemnił i zabrał się do roboty. — Mówię ci, najlepszy Ramen pod słońcem.
— Musisz często tu bywać, skoro, ludzie cię rozpoznają — wypaliła nagle, nawet nie wiedząc, dlaczego.
Blondyn spojrzał na nią zdezorientowany, by po chwili wybuchnąć śmiechem. Ta dziewczyna nie przestawała go zadziwiać. Co rusz cos nowego. Obrazy, ucieczki, motory a teraz jeszcze to.
Gdy już się uspokoił, na jego twarzy zawitało rozczulenie, które nie umknęło Hyudze.
— Cóż, trudno, żeby nie rozpoznawali chłystka, którego ganiali z miotłami i patelniami po ulicach — mruknął rozbawiony, obserwując zdezorientowanie malujące się na jej twarzy. Jednak po chwili jego twarz przybrała nieco pochmurny wyraz. — Wychowywałem się w tej dzielnicy. Mieszkałem tu z rodzicami przez siedemnaście lat. Dwie przecznice stąd znajduje się mój stary dom, ale od śmierci rodziców nie mam z nim dobrych wspomnień. Nie byłem tam dobrych pięć, może nawet sześć lat.
Hinata momentalnie pożałowała swojego pytania. Może nie znała go za dobrze i najczęściej widziała tylko na korytarzach wydziału, ale jeszcze nigdy nie wydawał jej się być tak przygnębiony. Zrozumiała, że nie mógł mieć łatwego życia, a rodzice musieli być dla niego ważni. I musiało spotkać ich cos złego, skoro nie chciał wracać do rodzinnego domu przez całe sześć lat. Sama też cos o tym wiedziała.
Naruto zauważył jej minę i szybko potrząsnął głową, pozbywając się niepotrzebnych w tej chwili myśli.
— Cóż, co było minęło — uśmiechnął się do niej ciepło. — Niech przeszłość pozostanie w przeszłości.
Hyuga pokiwała głową i podniosła na niego niepewne spojrzenie. W jego oczach po raz kolejny nie zobaczyła tego, czego się spodziewała, a mianowicie wyrzutów, czy reprymendy. Była tam radość i ciepło, ale i odrobina smutku, którą musiały wywołać wspomnienia z dzieciństwa. Niezręczną sytuację przerwał staruszek, stawiając przed nimi dwie miski parującej zupy, za której pałaszowanie zabrali się niemal natychmiast.
Żadne z nich nie poruszyło już tej kwestii. Cały czas rozmawiali na zupełnie nieważne tematy i co chwilę wybuchali śmiechem na wspomnienia zabawnych sytuacji, jakie im się przytrafiały.
Po zjedzonej kolacji, postanowili zostawić motocykl na oku właściciela „Ichiraku Ramen” i przejść się po dzielnicy, w której już powoli zapalano latarnie. Niestety nie zdążyli dojść choćby do końca ulicy, gdy telefon blondyna rozdzwonił się, na co ten przeklął szpetnie pod nosem i przeprosił Hyugę, odchodząc kilka kroków dalej. Kiedy zobaczył na wyświetlaczu dobrze znaną, leniwą gębę, przeszły go ciarki. Nara nigdy nie dzwonił z byle gównem.
— Mów — warknął, mając złe przeczucia.
— Mamy problem. — Usłyszał zmęczony, a jakże, głos przyjaciela. — Musisz natychmiast ruszyć tu swoją dupę.
— Co się znowu stało? — Zmarszczył brwi, oglądając się na Hinatę, która przyglądała mu się, zaciekawiona jego nerwową reakcją. — Jestem teraz jakby zajęty, wiesz?
— To zmień to zajęcie, bo to pilne, Uzumaki — warknął brunet, na co Naruto się skrzywił. Cholernie mu się to nie podobało. — Dojedziesz do bazy wilków w piętnaście minut max.
— Jestem w Hayazaki, Nara — syknął tamten, tupiąc nerwowo nogą. — I musze kogoś odstawić do domu.
— Nie żartuj sobie ze mnie — warknął Shikamaru, wzdychając ciężko. — Gdzie musisz tego kogoś odstawić?
— Okolice Shibuyi — mruknął, już zawracając w stronę dziewczyny. — Będę tam za jakieś czterdzieści minut.
— Pospiesz się. — Usłyszał jeszcze zanim się rozłączył.
— Przepraszam, obowiązki wzywają — powiedział ponuro, drapiąc się po karku w zakłopotaniu. — Muszę podjechać do kumpla, ale odwiozę cię do Shibuyi. Strasznie cię za to przepraszam.
— Nie szkodzi. — Hyuga pokręcił głową. — Rozumiem, jesteś zajęty. Też powinnam już wrócić. Ten pewnie się zastanawia, gdzie mnie wcięło.
— Zaraz. Mieszkasz z Ten Ten? — Uzumaki otworzył szeroko oczy, zatrzymując się w pół kroku. Dziewczyna przytaknęła ruchem głowy. — Życie mi ratujesz, Hinata! — krzyknął, porywając ją w ramiona i okręcając się z nią wokół własnej osi. — Możemy wrócić skrótami.
Po tym odstawił zaczerwienioną dziewczynę na ziemię i niemal biegiem ruszył do stojącej przy budce maszyny. Czekając aż ta zarzuci na siebie kurtkę i kask, powiadomił Nare, że zjawi się w bazie za dwadzieścia minut.
Chwilę po tym z rykiem silnika opuszczali tę spokojną dzielnicę, by po dziesięciu minutach jazdy, Naruto wysadził Hinatę, pod strzeżonym osiedlem. Podziękował jej za wieczór, uspokoił, mówiąc, że zwróci szkicownik i pomachał jej, zaraz znikając w mroku ulicy. Hyuga stała tam jeszcze kilka minut, nadal ubrana w skórzaną kurtkę, którą jej pożyczył i z kaskiem w ręku. Zastanawiała się, czy chodziło o gang, kiedy wspominał jej o obowiązkach. Przez ten miły wieczór zapomniała, komu tak naprawdę pozwoliła się wywieść w nieznane. Miała ochotę strzelić sobie porządnie w twarz. I to nie dlatego, że mu zaufała, ale dlatego, że coraz mniej obchodziło ją to, czym blondyn się zajmował. A powinno i dobrze o tym wiedziała. Nie mogła zapominać o ojcu i jego interesach. W końcu blondyn obracał się w tym samym, tokijskim półświatku. Tylko, czy aby słuszne było kwalifikować go pośród zbrodniarzy równych jej ojcu?
Westchnęła ciężko i z jeszcze większym niż wcześniej mętlikiem w głowie, zaczęła wspinać się po schodach do swojego mieszkania.

~*~

— Co jest? — warknął Uzumaki już na wejściu, patrząc bykiem na ludzi zebranych w pomieszczeniu.
Shikamaru, jak zwykle siedział przed swoimi monitorami, przysypiając w wygodnym fotelu, Temari opierała się o biurko, mierząc blondyna ostrym spojrzeniem, a Kankuro majstrował przy swoich marionetkach, rozłożony na starej, styranej kanapie. Poza tą nieodłączną trójką w pomieszczeniu znajdował się Gaara, szef QW oraz Madara z DF.
— Cos ty taki nabuzowany? — mruknął ten ostatni, odbijając się od ściany, o którą się opierał.
— Nieważne — rzucił Uzumaki i spojrzał wyczekująco na Nare, który zdążył wrócić do pionu.
— Ktoś chciał włamać się nam do systemu — powiedział ponuro brunet, odwracając się do monitorów. — Próbował wkraść się do bazy członków i wykraść ich dane. Co więcej, zaatakowany został serwer z danymi na temat broni i pojazdów, których używamy. Ich ulepszeń i planów budowy.
— Cos zginęło? — Naruto przysiadł na stoliku i skrzyżował ręce na piersi.
— Zdążyłem zablokować wszystkie serwery, zanim hakerowi udało się dotrzeć do ostatniej zapory, ale właśnie tu pojawia się problem. — Shikamaru zwrócił się twarzą do nich i rozłożył wygodnie w fotelu. — Zapory nie zostały złamane. Ktoś wyraźnie wiedział, jakie mamy zabezpieczani. Co więcej, wiedział jak je przejść. Krok po cholernym kroku.
— Żartujesz sobie ze mnie? — Uzumaki wlepił w niego zszokowane spojrzenie. — Przecież te zabezpieczenia to twoja robota. Jak ktoś postronny mógł przejść choćby jedno z nich?
— I tu dochodzimy do meritum — mruknął ponuro, spoglądając kolejno na każdego z szefów gangów. — Mamy kreta w szeregach.
Naruto zmarszczył brwi. Kreta? To już była czysta ironia. Jak na zawołanie przypomniał sobie braci Shiwamura i parsknął gorzkim śmiechem. Nie mógł się ich pozbyć z głowy. Historia naprawdę zataczała koło, a cała ta sytuacja coraz mniej mu się podobała. Czuł, że jeśli czegoś nie zrobi, to wszystko go przerośnie. Zamknął oczy, próbując się uspokoić, ale na nic zdało mu się oddychanie. Gniew zaczynał kiełkować w nim na dobre.
Gdzieś za nim Madara prychnął pod nosem, a Kankuro rzucił na stolik jeden z kluczy.
— Nie wierzę — warknął Gaara, piorunując Nare wzorkiem. — Drugi raz? To jakiś żart?
— To upierdliwa sytuacja, ale ktoś po prostu musiał podać im hasła. Nie ma innej opcji. — Zamknął oczy i odchylił głowę, opierając ją na fotelu. Miał dość walki z hakerem i zmianą zabezpieczeń, a czekała go mało przyjemna rozmowa. Westchnął ciężko i spojrzał na nich spod przymrużonych powiek. — Dobrze wiecie, że nikt nie jest w stanie ich złamać.
— Kto? — Uzumaki złapał za nasadę nosa, już szukając w głowie podejrzanych osób.
— Tego nie wiem, ale wiem, kogo można wykluczyć z kręgu podejrzanych w QW. — Shika rzucił kontrolne spojrzenie Gaarze. — Koniec końców, zostają nam Nateko, Kagawa i Matsuri.
— Matsuri nie ma z tym nic wspólnego — wycedził przez zaciśnięte zęby rudowłosy.
— Nie możesz tego wykluczyć, Gaara. — Głos zabrała Temari, stając obok Nary. — Każdy może być podejrzanym. Ty możesz jej ufać, ale reszta już niekoniecznie.
Shukaku prychnął pod nosem, ale już więcej się nie odezwał. Wiedział, że z tą dwójką nie ma co dyskutować, a już tym bardziej, kiedy zdawał sobie sprawę z tego, że mają rację.
— W Sudden Strike możemy wykluczyć podejrzenia. — Jeleń zwrócił się w stronę Naruto, na co on tylko kiwnął głową, zaciskając zęby. — A ty, Madara? Jakieś podejrzenia?
— Ozawa — rzucił Uchiha, hardo patrząc w czarne oczy hakera. — Nikt więcej.
— I tutaj muszę się nie zgodzić — mruknął Nara rzucając mu ostre spojrzenie. — Sasaki i Kikkawa wcale nie są pewniakami.
— Musimy o tym porozmawiać z resztą — wtrącił się Naruto, zanim Madara zdążył zacząć kolejną kłótnie, której puentą i tak byłaby racja Nary. — Niech każdy wyśle informację do członków swojej ekipy. Tych, których nazwiska tutaj nie padły. Musimy znaleźć i pozbyć się tego kreta. I to jak najszybciej.

Godzinę później w bazie wilków pojawili się pozostali członkowie gangów, rzucając podejrzliwe spojrzenia, Narze i swoim szefom. Takie spotkanie nie było zwyczajną rzeczą, tym bardziej, że brakowało kilkorga członków.
— Żartujesz sobie z nas? — warknął Kiba, gdy tylko Shika skończył swój wywód, uwzględniając w to nazwiska podejrzanych osób. — Chyba nie wierzysz w to, że Yorumi zrobiłaby cos takiego? Kurwa, chyba sobie w kulki lecisz, Nara.
— Stwierdzam fakty, Inuzuka — mruknął spokojnie, mierząc go ostrym wzrokiem. — Nie zapominaj, że każdy może być kretem. Tym bardziej, że Nateko pomagała ustalić zasadę działania tych serwerów. Ona jest w tej chwili główną podejrzaną.
— Nie pierdol, Nara, tylko pomyśl przez chwilę. — Deidara podniósł głos, zwracając na siebie uwagę zebranych. — Nie mogła tego zrobić, nawet, jeśli miała do tego najlepsze warunki. Tak samo, jak nie zrobił tego Matsuo i co ważniejsze, nie Yumiko.
— To ty przez chwilę pomyśl — mruknął Gaara, patrząc ostro na przyjaciela. — Mogła to zrobić, tak samo, jak Dzika. Obie dobrze sobie z tym radzą.
— Co jest z tobą nie tak, Uzumaki? — syknął Kiba, wkurzony jego milczeniem. — Od kiedy przestajesz wierzyć swoim ludziom? Powiedz mi do cholery, dlaczego przestałeś wierzyć tym, którzy tyle przez tego sukinsyna wycierpieli i tak dużo dla ciebie zrobili?! Odezwij się w końcu!
— Kiba, uspokój się — Ten próbowała przytrzymać go za ramię, ale wyrwał się jej i podszedł szybkim krokiem do blondyna, zaciskając dłonie na materiale jego kurtki.
— Powiedz mi Uzumaki, kiedy? — Wlepiał w niego rozsierdzone spojrzenie, próbując się opanować, ale za nic mu to nie wychodziło.
Oni nie znali dziewczyn i Matsuo tak dobrze, jak on i Deidara. Nie mogli zdawać sobie sprawy, ile kosztowało ich stawienie czoła swoim lękom. Jak bardzo musieli zacisnąć zęby, żeby być w stanie stanąć naprzeciw Hyugi jako łowcy, a nie ofiary.
Naruto też zdawał sobie z tego sprawę, ale nie potrafił się przemóc. Już raz zaufał i skończyło się to dla nich tragicznie. Tym razem nie zamierzał odpuszczać, mimo przeszłości, którą każdy z nich dobrze znał. Chciał uniknąć ofiar.
— Dlaczego, Uzumaki? — Kiba oddychał ciężko, a Gaara był gotów w każdej chwili doskoczyć do niego i odciągnąć go od blondyna. Za to Madara obserwował z uwagą Deidare.
— Bo nadal pamiętam, ile razy zostaliśmy zwodzeni za nos, przez ludzką chciwość i nienawiść. — Kiba zapatrzył się na niego w niedowierzaniu, by po chwili prychnąć gniewnie i odsunąć się od przyjaciela.
— I czego ty od nas oczekujesz? — Deidara zaśmiał się pod nosem, zaciskając dłonie w pięści. — Mamy zamknąć je w magazynach, dopóki nie przyznają się do winy?
— Macie śledzić wszystkich, których nazwiska zostały tu dzisiaj wymienione — zagrzmiał Madara, kończąc to żałosne przedstawienie, które reszta ekipy obserwowała nawet nie pisnąwszy słówka. — Wystarczy walki kogutów. Nic wam to nie da, a czas ucieka. Chcecie, żeby zostały oczyszczone z zarzutów? To weźcie się do roboty.

~*~

Inuzuka siedział z Deidarą w samochodzie, przed blokiem, w którym mieszkał blondyn. Obydwaj wpatrywali się ponuro w rozświetlone okna na drugim piętrze. Gdy spotkanie się zakończyło, kilka osób dostało polecenia śledzenia podejrzanych. Naruto wiedział, że to nie jest dla nich łatwe, ale dla dobra i ich, i dziewczyn, właśnie oni mieli mieć na nie oko. Żadnemu z nich to się nie podobało, ale nie mieli wyjścia. Bez słowa opuścili bazę wilków i razem pojechali pod dom Deidary, gdzie obecnie obie siedziały.
— Yumi tego nie zrobiła — mruknął w końcu Iwasaki, ale Kiba tylko mocniej zacisnął ręce na kierownicy. — Nie byłaby w stanie tego zrobić.
— Wiem to — warknął szatyn, wzrokiem uparcie świdrując okna mieszkania. — Tak dobrze, jak wiem, że Yoru w życiu nie sprzedałaby nas Hyudze. Nienawidzi go.
Kita skinął głową i westchnął ciężko. Odpiął pas i otworzył drzwi.
— Powiem jej, że na nią czekasz — wymruczał. — Lepiej, żeby nie zostawała dzisiaj u nas. Razem są zbyt przenikliwe. Zaczęłyby cos podejrzewać. Zresztą, jeśli tego nie zrobiły do teraz, to i tak zaczną, kiedy tylko nas zobaczą.
Kieł zaśmiał się pod nosem tak bezradnie, że Deidare przeszły ciarki. Dawno nie widział przyjaciela w takim stanie, właściwie zdarzyło się to tylko raz.
— Wystarczy, że wejdzie do samochodu. — Oparł czoło na kierownicy, nadal kurczowo ją ściskając. — Nie dam rady jej okłamać, nie umiem. Zresztą nigdy nie umiałem. Nie udało mi się to choćby raz przez te całe pieprzone sześć lat.
Iwasaki nie bardzo wiedział, co ma zrobić. Sam czuł się okropnie i chociaż był o wiele lepszym aktorem niż Kiba, wiedział, że Yumi nie okłamie. Nara ustawił ich pomiędzy młotem a kowadłem, a Naruto na to przystał.
— Masz pięć minut — mruknął po dłuższej ciszy. — Potem ona znajdzie się na dole, a ty musisz ją dowieźć do domu, zanim postanowi wyskoczyć i nas ze sobą skonfrontować.
— Wiem — wymruczał. — Dam radę. Tylko nie daj po sobie poznać już na wejściu, że cos jest na rzeczy.
Deidara skinął głową i wyszedł, zatrzaskując za sobą drzwi. Kiba westchnął ciężko, opierając głowę o zagłówek. Naruto doskonale zdawał sobie sprawę, że mogą nie dać sobie z tym rady. Mimo to wyznaczył im to zadanie, ignorując przy tym wszelkie protesty.
W napięciu obserwował drzwi na klatkę schodową, a gdy zobaczył w nich Nateko z niezbyt ciekawą miną, zaklął pod nosem. Wiedziała, że cos jest nie tak. Ewidentnie zdawała sobie sprawę, że Dei nie zachowywał się naturalnie.
Musiał odwrócić jej uwagę i to jak najszybciej. To można było zrobić, ale martwił się o blondyna. Miał nadzieję, że udało mu się wyminąć pytania Sasaki. Ten mały karzełek był niezwykle bystrą bestią i wolał załatwiać sprawy między nimi od razu. Z jednej strony ta różnica między przyjaciółkami, dawała mu jakieś marne szanse, jednak Yumi nie była aż tak nieprzewidywalna, jak Nateko. Sytuacja mogła zmienić się w każdej chwili i właśnie tego bał się szatyn. Wtedy bezpowrotnie straciliby ich zaufanie.

Od autorek: 
Suimimasen! Rozdział pojawił się z ogromnym opóźnieniem, za które jest nam wstyd. Naprawdę nie chciałyśmy tego tak odwlekać, ale co rusz miałyśmy coś do roboty a i wena wcale nie chciała przychodzić.
Obiecujemy, że będziemy się starać dodawać rozdziały w odstępie jednego miesiące i w wakacje spróbujemy to jakoś usprawnić, albo napiszemy trochę naprzód, i zgromadzimy zapas, tak, żebyście nie musieli tyle czekać.
Mamy nadzieję, że rozdział przypadł do gustu, choć na razie mamy tu cisze przed burzą. W następnym rozdziale będziemy powoli wprowadzać akcję, by w piątce walnąć Wam bombę, na którą same czekamy z niecierpliwością, jednocześnie trochę się jej bojąc. Jeszcze raz strasznie przepraszamy i zachęcamy do komentowania.
Pozdrawiamy
Yumiko&Yorumi

10 komentarzy:

  1. Nooo rozdział super :D zwłaszcza dlatego, że był moment NaruHina <3 <3 <3+
    Ale... czy ja dobrze zrozumiałam? Rozdziały będą się pojawiać... co miesiąc?! Tak rzadko? :(((

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze zrozumiałaś :( Ale nie smutaj. To tylko do końca czerwca. Po egzaminach porządnie weźmiemy się za bloga ^^
      Dziękujemy za komentarz ^^

      Usuń
    2. Oooo cudownie :D
      No to powodzenia w egzaminach i dużo weny ;]

      Usuń
  2. O MATULU! Że też dopiero teraz wzięłam się za czytanie Waszego bloga! To chyba dlatego, że powinnam się uczyć, ale wmawiam sobie, że mam czas xD

    To chyba najlepsza decyzja jaką ostatnio podjęłam, żeby przeczytać Waszego bloga! Matko, DZIEWCZYNY! Urzekłyście mnie relacją między Naruto i Hinatą, jest taka spokojnia, urocza, nienachalna. Tak miło mi się to czytało ♥ Pochłonęłam te rozdziały w zastraszającym tempie i bardzo mi się podobają!

    Właśnie zyskałyście nową czytelniczkę ♥
    Wybaczcie, że tak późno :(
    Tulaski ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kyaa Blue <3
      Nie masz za co przepraszać. Strasznie miło Cię tu widzieć. My też to znamy -> mamy czas, a potem .... XD
      Rany, dziękujemy za te słowa. Aż dodałaś nam ochoty na pisanie ^^
      Postaramy się szybko napisać czwóreczkę :D
      Witamy wśród czytelników i lecimy się tulić <3
      Yumi&Yoru

      Usuń
  3. Witam,
    trafiłam tutaj już jakiś czas temu, prze4czytałam tak pobieżnie (ze względu na brak czasu) i bardzo mi się opowiadanie spodobało, cała historia wydaje się być bardzo ciekawa... na razie u mnie z czasem, kiedy mogę usiąść i przeczytać ciężko, ale jak tylko znajdę chwilkę to od razu tutaj zajrzę...
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witamy cieplutko w naszych skromnych progach ^^
      Miło, że historia się spodobała i że zostawiłaś komentarz :) To dużo dla nas znaczy :D
      Dziękujemy i również pozdrawiamy <3
      Yumi & Yoru

      Usuń
  4. WOW!!! niesamowite masz to opowiadanie, będę czekać na kolejne rozdziały z niecierpliwością. I proszę Cię nie poddawaj się, i pisz do samego końca. Życzę dużo weny, bo ona jest na prawdę potrzebna :D
    PS... Kocham tą piosenkę Soliders!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, ale że niesamowite O.o Rany, tak nie pomyślałyśmy ^^
      Dziękujemy bardzo za takie słowa. Budują <3
      Spokojnie, nie poddamy się. Małe kłopoty z weną i w dodatku ostatnie testy, poprawki itd. u mnie, a u Yumi praktyki. więc krucho z czasem również. Ale nie bój żaby. Po malutku, ale działamy.
      Dziękujemy za wenę i komentarz ^^
      My też ją kochamy <3
      Pozdrawiamy
      Yumi & Yoru

      Usuń